logo
Wróć na stronę główną

Strony:  1  -  2  -  3  -  4  -  5  -  6  -  7  -  8  -  9

O ZDROWIU

Stres - jak z nim walczyć Autosugestia i wizualizacja Palenie albo zdrowie Jak żyć ze schizofrenią Zły krąg nieśmiałości
Odżywianie a zdrowie

Uniwersytet domowy życia w rodzinie i budowania więzi rodzinnych zaczyna się w kuchni. Niechże taka matka nie pozwala, by córka nastolatka uwaliła się w fotelu przed telewizorem, podczas kiedy ona nie wie, w co najpierw ręce włożyć. Wszystkie kobiety w rodzinie, poczynając od siedmio- czy ośmioletnich dziewczynek, powinny mieć nawyk kręcenia się po kuchni. Kiedy natka kroi chleb, to już stoi przy niej córka i podstawia talerz, myje jajka pod bieżącą wodą, żeby nie było salmonelli, podaje je starszej siostrze do rozbicia na patelni... Niech te dziewczynki obserwują własną matkę, a nie jakąś obcą panią, która w telewizji uprawia „gotowanie na ekranie” - nie mając w dodatku pojęcia o tym co robi, nie tłumacząc telewidzom, dlaczego dobiera takie a nie inne składniki i jaka jest ich wartość żywieniowa.
Czasem mówią do mnie, no dobrze ojcze, wyrzuciłam już w mojej kuchni margarynę, zrezygnowałam z rosołów, zawiesistych zup i bigosów, z trudem utrzymał się w jadłospisie kotlet schabowy, choć i na niego przyjdzie pora. Domownicy - póki co - nic nie mówią. Jeśli jednak przestanę od jutra kupować wędliny...?
Mówię wtedy, że można je zastąpić tańszą i dużo zdrowszą potrawą mięsną, np. taka karkówka pieczona w jarzynach i krojona na zimno do chleba, będzie na pewno wszystkim lepiej smakować niż najlepsze wędliny. A oto przepis. Wlewamy na dno brytfanny dwie łyżki oleju, kładziemy kilka cienkich plastrów słoniny, na niesparzone liście kapusty i dużą karkówkę w całości. Obkładamy ją pociętymi w plastry warzywami: marchwią, cebulą, ziemniakami. Można dodać jabłka obrane z łupiny, pocięte na ćwiartki. Wszystko to posypać pieprzem i cynamonem, dodać jagody jałowca, wstawić pod przykrywką do piekarnika. W trakcie pieczenia wlać szklankę białego wina. Zapach rozniesie się taki po bloku, że z ostatniego piętra sąsiedzi poczują. Na kolację zjecie sobie po kawałku gorącego mięsa z warzywami, a w następne dni - można je kroić zimne do chleba. Że niby nie pasuje cynamon do mięsa? Jest to przyprawa niesłusznie u nas zapomniana, a posiadająca wielkie walory zdrowotne. Sproszkowany cynamon stosowany jest na Wschodzie, jako lek na biegunkę. Należy spożyć łyżeczkę popijając wodą. Znakomicie podkreśla smak pieczystego, ale także ciast. Można posypywać nim ryż na słodko, czy kaszkę mannę na mleku.
O chorobie alkoholowej. Z góry protestuję przeciwko takiej kwalifikacji. Alkoholizm nie jest chorobą, lecz psychiczną rozpustą, podobnie jak każdy inny nałóg. Mówiąc o chorobie, usprawiedliwiamy zwyczajnych przestępców obyczajowych. Przede wszystkim, człowiek musi znać wagę czasu, który przeżywa i nie marnować go na przesadne rozrywki. Trzeba być zawsze czymś zajętym. Ja nawet jak siedzę przed telewizorem, biorę druty do ręki i robię sweter dla któregoś z braci. Nie ma się z czego śmiać. Nauczyłem się tego na Syberii. Tam gdzie mróz sięga 40 – 50 st. Celsjusza, była to konieczność pozwalająca przeżyć. Tak więc, nie usprawiedliwiajmy za bardzo pijaków. Powiem przy okazji, że - moim zdaniem - pijak w domu stanowi produkt niedbałości kuchennej żony. Kobiety same produkują pijaków. Jakim sposobem? Otóż stosują złe “nowoczesne” odżywianie i źle traktują męża.
Po kilku, kilkunastu latach małżeństwa, kobiety całkowicie przekierowują swoja uwagę na dzieci, a potem na ich rodziny. Męża zauważają tylko wtedy, kiedy przynosi pieniądze, i czasem mają do niego pretensje za to samo, że istnieje. Cóż dziwnego, że ten szuka zrozumienia pomiędzy podobnymi mu - trochę sponiewieranymi, niedomytymi kumplami. Po szklance piwa świat zdaje im się lepszy. I tak to się toczy - od szklanki piwa do szklanki denaturatu. Chodzi o to, by kobieta uświadomiła sobie, że ma wobec męża obowiązki opiekuńcze, Darujmy już sobie - na określonym etapie - zbliżenia seksualne, ale należy pamiętać, że mężczyzna jest przez całe życie dużym dzieckiem, trochę nieporadnym i safandułowatym, który potrzebuje opieki, potrzebuje czasem czułości...
A kiedy już się stało i ktoś jest w tzw. „szponach”, „w otchłani”, „w sidłach” nałogu, jak to obrazowo się nazywa, to co wtedy robić? Należy pomaleńku wyciągać go z pijackiego rowu odpowiednim żywieniem, wzmacniać organizm przez dostawę selenu, cynku, jodu, a przede wszystkim magnezu, który jest katastroficznie niszczony przez alkohol. Ustrój człowieka, nasączony tymi substancjami, przestanie się męczyć i nie będzie domagał się przepędzenia kaca tzw. klinem.
Alkohol przy tym odwadnia i wyziębia organizm(dlatego pijak może leżeć na mrozie i nie zamarznie). Zresztą, wystarczy przyjrzeć się sylwetce alkoholika - jest to ktoś bardzo szczupły, skulony z zimna nawet w upalny dzień, chowający, głowę w ramionach. Dopiero łyk alkoholu, zwiększając objętość krwi i przyśpieszając krążenie, trochę go rozgrzewa. Szczupłość i wystudzenie ciała u pijaka spowodowane jest odparowaniem płynów. Tak zwane suszenie czują przecież również ci, którzy nie piją nałogowo, a czasem zdarza im się przeholować.
Co na kaca? Jeśli już coś takiego się przydarzy, trzeba na drugi dzień wypić szklaneczkę soku z kiszonej kapusty, zjeść dwa jajka na miękko, następnie wypić duży kubek kakao i nie ma kaca. To dla tych, którzy czasem „ruszają w Polskę”. Tym, co popadli już w nałóg też można pomóc, trzeba tylko bardzo chcieć, odpowiednio się odżywiać, przyjmować stosowne leki i wyeliminować wpływ niewłaściwego środowiska. W cięższych przypadkach należy przeprowadzać kuracje w zakładach zamkniętych. Nic nie ma prawdy w tym, że pijak pozbawiony wódki, a narkoman swojej używki, umierają. Absolutnie nie zgadzam się z takim nowomodnym, przewrażliwionym stawianiem sprawy. Wstrząs głodowy u alkoholika czy narkomana jest do przeżycia. Należy w trakcie takiego napadu podać dużą dawkę miodu z cytryną i organizm wytrzyma. Energia z naturalnej glukozy wraz z witaminą C przejdzie do krwiobiegu podtrzymując siły żywotne. Dziwię się, że świat medyczny mówi o „chorobie” - jak gdyby nie była to sprawa wolnej woli, zwykłego widzimisie i dobrowolnego wyboru dokonanego przez „pacjenta"... No, a później, kiedy minie kryzys, trzeba delikwenta wzmacniać odpowiednim żywieniem, tzn. podawać dużo nasion strączkowych - fasolę, groch, soczewicę (lekko ją sparzyć, ugotować na miękko, posypać drobnymi skraweczkami z boczku), kawałek wołowiny, sporo nabiału i mleka, codziennie kubek kakao. No i wzbogacić tę dietę odrobiną czułości.
Każdy może żyć 120 lat. Od osiemnastu lat leczę ludzi, nie jestem klasycznym lekarzem. Jestem klasztornym zielarzem. Normalny lekarz musiałby mieć tak wiele niekonwencjonalnej wiedzy, że nie dałby sobie rady. Mimo tego pracujemy na bazie diagnostyki medycyny konwencjonalnej. Swoją pracę traktujemy jako wspomaganie tej medycyny. W zakonie bonifratrów mamy swoje własne, zamknięte dla świata zewnętrznego, studia. Aby posiąść naszą wiedzę zielarską, koniecznie trzeba być jednak zakonnikiem. Jesteśmy zakonem szpitalnym. Niedawno obchodziliśmy 500-lecie urodzin naszego założyciela.
Czy mamy jakieś tajemnice? Tak, mamy własne receptury, niektóre pochodzą jeszcze z wczesnego średniowiecza. Wszystkie są zakonną tajemnicą. Mogę powiedzieć tylko tyle, że są one przekazywane z pokolenia na pokolenie. Niektóre z nich nie są wykorzystywane od setek lat, z innych korzystamy na co dzień. Ogromna większość z nich opiera się na roślinach występujących w Polsce. Ich liczba sięga wielu setek. Przez dziesięciolecia mieliśmy w Polsce własne szpitale i kliniki. Na Zachodzie pracują one do dziś. W samym Wrocławiu, zaraz po wojnie, było nas 2?0, dziś jest 14. W warszawskiej prowincji było przeszło 400 bonifratrów. Wielu z nas miało normalne dyplomy lekarskie. W latach pięćdziesiątych komuniści robili wszystko, aby uniemożliwić nam leczenie ludzi. Nie pozwalali na kontynuowanie studiów, usuwali z placówek służby zdrowia. Naszą krakowską szkoła pielęgniarską zdemolowano. W Łodzi, jednego dnia z naszego szpitala wydalono wszystkich bonifratrów.
Nie specjalizujemy się w jakichś wybranych dziedzinach medycyny, my traktujemy człowieka jako całość, z psychiką włącznie. Gdyby jednak zastosować medyczne określenia, to powiedziałbym, że zajmujemy się szeroko pojętą interną. Ja osobiście wielkie znaczenie w terapii chorego człowieka upatruję w jego sposobie żywienia. Nasz organizm to wielka biofabryka, przerabiająca ogromne ilości materiałów. Jeżeli jadłospis jest prawidłowy, to praktycznie leki są zbędne. Gdy organizm otrzyma odpowiedni materiał energetyczny, jest w sianie sam się obronić. Przy prawidłowym sposobie żywienia nasz organizm, samoczynnie regenerując się, mógłby, bez najmniejszego uszczerbku, dotrwać do 120 lat. Zdawałoby się, że nie ma problemu, bo przecież przy dzisiejszym stanie wiedzy, doskonale wiemy, co organizmowi jest najbardziej potrzebne.
Współczesna kuchnia jest jednak niezwykle schemizowana i uproszczona. Usuwa się z niej stare, tradycyjne metody gotowania. Ta kuchnia staje się dla nas bezwartościową, a nawet szkodliwą. Główny problem polega więc na odchodzeniu od surowego i naturalnego pożywienia. Karygodne są wszystkie konserwanty, wszystkie barwniki. Nie mogę zrozumieć, dlaczego tak ogromne pieniądze wydaje się na produkcję, chemizację i płukanie soli, gdy najzdrowsza i konieczna do życia jest sól w postaci naturalnej, w ogóle nie przerobiona. Dajmy na to cukier, który jest spożywany w nadmiarze. Już dziś uświadomiono sobie, że to „biała śmierć”. Po wojnie zamiast cukru sprzedawano zwykłą melasę lub syrop buraczany, nikt wówczas nie wiedział o nadmiarze cholesterolu czy niedoborze magnezu. Dopiero gdy cukier krystaliczny, w przeogromnych ilościach, dostał się na nasze stoły, stał się przyczyną wielu chorób. Taki cukier, wiążąc się z tłuszczami nasyconymi, staje się podstawą nadmiaru cholesterolu. Wielu specjalistów uważa za taką „białą truciznę” również białe pieczywo, które jest, z punktu widzenia zdrowego żywienia, pokarmem zupełnie nieprzydatnym.

Żywienie się w punktach zbiorowego żywienia typu McDonalda, Burger Kinga, KFC, czy barach z hot-dogami i hamburgerami jest moim zdaniem szkodliwe, nie tyle pod względem chemicznym, co pod względem przerabiania posiłku przez przewód pokarmowy. Szybkie, pospieszne jedzenie, zwłaszcza na stojąco lub na ulicy, uniemożliwia poprawne przeżucie posiłku. Jeżeli pokarm jest dobrze przetarty zębami, wymieszany językiem z enzymami ślinowymi, to wówczas nasz żołądek ma o połowę mniej problemów. Jemy zbyt pochopnie, prawie nie żując, popijając wszystko colą. Taki posiłek, dostając się do przewodu pokarmowego, wywołuje w nim proces gnilny. Nieprawidłowym jest np. popijanie napojów w trakcie jedzenia. Należy popijać raczej po zakończeniu jedzenia, aby spłukać przewód pokarmowy. Nawet samotny człowiek, pracujący w biurze więcej niż osiem godzin, powinien znaleźć czas na zjedzenie w spokoju pożywnego posiłku. Szybkie, nerwowe jedzenie, to katorga dla naszego żołądka. Przez długie lata byłem samotnym człowiekiem. Zawsze jednak miałem czas na ugotowanie posiłku. Uważam, że nie ma możliwości, żeby człowiek był aż tak leniwy, by nie przygotował sobie chociaż jednego porządnego posiłku. Dziś żyjemy szybko i śpieszymy się również jedząc, ale zróbmy rachunek, czy lepiej jest prawidłowo się odżywiać i być zdrowym, czy jeść byle jak i byle co i w efekcie wysiadywać w kolejkach do lekarzy. Znam rodzinę, w której mąż, chory na wrzody żołądka, pracuje od rana do wieczora, a żona, wychowująca troje dzieci, siedzi w domu. Zamiast gotować tradycyjne zupy, woli zupy Knorra. Tak jest szybciej, ale skąd jej mąż ma nabrać fizycznej energii do dalszej pracy i wyleczyć się z wrzodów. Chyba nie z chemikaliów, zawartych w tego rodzaju gotowych zupach. Nie występują przeciwko Knorrowi, chcę jednak udowodnić, że najlepsze dla zdrowia są posiłki przygotowywane w tradycyjny i znany od wieków sposób.
Wiele współczesnych kuchni opiera się na mieszaninie różnych, egzotycznych czasem komponentów, w tym jednak rzecz, że nie można mieszać wszystkiego bezkarnie. Nie można, na przykład, w jednym posiłku łączyć surowych owoców z nabiałem; tak jak karygodne jest łączenie cukru z mięsem. Nie można więc popijać mięsnego obiadu słodzonym kompotem. Gdy na śniadanie jemy razowy chleb, twaróg czy jajka na miękko, to najlepszym do tego napojem jest kawa zbożowa bez cukru. Sok owocowy można wypić dwadzieścia minut przed posiłkiem lub godzinę po jego zakończeniu.
Czy są jakieś zdrowe narodowe kuchnie? Na pewno nie znam żadnych zdrowych, zachodnich kuchni. Kuchnie Dalekiego Wschodu są dla nas, Europejczyków, zbyt obce. Biorąc pod uwagę przygotowywanie posiłków, produkty i estetykę najzdrowsza jest kuchnia żydowska. Dopiero teraz okazuje się, że wprowadzone przez Mojżesza koszerne zakazy i nakazy są bardzo mądre i maja głęboki sens. Gdy w średniowieczu choroby niszczyły ludność Europy, to koszerność okazała się być dla Żydów najlepszym zabezpieczeniem.
Jeśli chodzi o kuchnie Środkowego i Dalekiego Wschodu, to Ludy Wschodu żyją bliżej natury. W swoich genach mają zakodowany określony sposób życia, który nie zawsze przystaje do naszych europejskich wzorców. Nie zawsze możemy przenosić to do naszego kraju. W ostatnich latach obserwujemy w Polsce niezwykle szybką zmianę stylu życia. Podobne procesy miały miejsce tuż po wojnie w Japonii, w Niemczech czy innych krajach Europy Zachodniej. Niestety po okresie wyzwolenia, postępująca w Polsce amerykanizacja w krótszym czasie wyrządzi nam więcej krzywdy niż zrobił to komunizm. Oczywiście, jeśli chodzi o sposób odżywiania się, a nie sprawy wolności i demokracji. Wszystko to powoduje zanikanie rodzinnych więzi. Dziś na Zachodzie już nikt nie spotyka się przy wspólnym siole. W Polsce dzieje się podobnie. Pośpiech i zagubienie są to coraz większe problemy naszego współczesnego pokolenia.

Współczesna medycyna zna odpowiedzi na tak wiele pytań, a człowiek coraz bardziej zdaje sobie sprawę z konsekwencji nieodpowiedniej diety. Dziwnym więc jest, dlaczego tak mało lekarzy specjalistów i odpowiednich instytucji zajmuje się tym problemem. Jest tu wielkie pole działania dla środków masowego przekazu, zwłaszcza dla telewizji publicznej. Powinno się uczyć ludzi jak jeść i co jeść. Niedawno jednym z moich pacjentów był uczeń gastronomii, który zielonego pojęcia nie miał o należytym doborze posiłków. Nie spotkałem jeszcze pacjenta, który powiedziałby, że jakiś lekarz ułożył mu harmonogram tygodniowego jedzenia. Często korzystam ze stołówki szpitala, w którym pracują dietetycy. Niektóre posiłki trzeba by było bardzo mocno skrytykować. Mamy więc przed sobą bardzo dużo pracy.

Początek strony

Wykonał: Hieronim Śliwiński dn. 15-11-2005