logo
Wróć na stronę główną

Strony:  1  -  2  -  3  -  4  -  5  -  6  -  7  -  8  -  9

O ZDROWIU

Stres - jak z nim walczyć Autosugestia i wizualizacja Palenie albo zdrowie Jak żyć ze schizofrenią Zły krąg nieśmiałości
Odżywianie a zdrowie

Na wszystko jest rada.
Na żylaki - 3 x w tygodniu kasza gryczana i tabletki wencscin – z gryki i z kasztanowca.
Stopy palą - to już jest miażdżyca tętnic podkolanowych - trzeba się bronić: nie palić papierosów, nie jeść cukru, nie jeść rosołów i zacząć rozcierać sobie pod kolanami nogi spirytusem kamforowym. Żeby udrożnić delikatne naczynia krwionośne, które już nie dostarczają tak dokładnie krwi do stóp, jak to potrzebne jest. Moczenie w szałwii nic nie pomoże, lepiej moczyć nogi w zwykłej sodzie do picia.
Na odciski - zwykła cebula. Dużą główka cebuli przeciąć wzdłuż, położyć na kuchni żeby się upiekła jak do rosołu się przypieka, wystudzić. Nogi wymoczyć w ciepłej wodzie z sodą do picia. Wziąć jeden płatek cebuli upieczonej, wsypać ździebełko cukru pudru, położyć na odcisk i przybandażować tę maseczkę. Zmieniać co 8 godzin, przez 3 dni. I tak pięknie rozmiękczymy odcisk, że można momentalnie nałożyć najciaśniejszy but i iść nawet na bal i już się nie czuje, że odcisk jest na nodze. Ale po trzech dniach swędzenia nie da wytrzymać i trzeba znowu wymoczyć w ciepłej wodzie z sodą nogi i odcisk odejdzie od zdrowego ciała i tkanki nie naruszy. Jeżeli bywa odcisk stary i duży, kurację powtórzyć.
Reumatyzm - jeśli chcemy leczyć, to przede wszystkim grochem, bo posiada tyle działań antyreumatycznych, że na poligonie właśnie chroni chłopców od zmęczenia, od pocenia się, od choroby przemęczeniowej kostnej. Groch gotuje się z kminkiem, na sucho i później dodaje się do każdej zupy 2-3 łyżki grochu z kminkiem i z masłem.
Wzrok się pogarsza? Przemywać oczy esencją herbacianą i brać wit. A + E, i wzrok poprawia się sam. Przemywać esencją, ale można na wieczór robić okłady na 20-30 minut. Przy zapaleniu spojówek też robić okłady z esencji herbacianej, a poza tym brać wit. A + E w kapsułkach, albo 3 duże gotowane marchwie codziennie zjeść, z masłem.
Łamanie w kościach - trzeba pić dużo mleka i dużo herbaty z mlekiem. Rano jedną szklankę, w południe drugą szklankę i co drugi dzień po śniadaniu szklankę mocnej herbaty bez mleka z łyżka spirytusu, który rozrzedza krew do najwyższych granic, a esencja herbaciana zawiera kofeinę i delikatną teinę - rozszerza naczynia krwionośne i po nocnym zastoju - momentalnie to serce zmuszone jest do silnej pracy, nogi zaczynają się robić ciepłe.
Domowy smalec?! Bez obaw - byle ów smalec nie spotkał się z białym pieczywem i cukrem, to możemy go z pożytkiem dla zdrowia spożywać. Przez całe wieki był w powszechnym użytku; smarowano nim chleb, wypiekano placki. Ludzie dożywali siedemdziesiątki, zachowując jasność umysłu. Choroba Alzheimera, którą słusznie czy niesłusznie przepisuje się spożywaniu tłuszczów nienasyconych, to niestety, specyfika naszych czasów.
Słonina, jeśli dobrze przyrządzona, to nie zaszkodzi. Bierzemy dość grube plastry zwykłej surowej słoniny (rzecz jasna, smaczniejsza będzie ta z wiejskiego uboju, opalona ogniem, o specyficznej strukturze) i nacieramy ją solidnie czosnkiem roztartym z solą. Następnie kładziemy do glinianego garnka, przyciskamy czymś ciężkim. Po paru dniach, kiedy słonina nieco się spracuje, przewracamy ją. Robimy to kilka razy, mniej więcej przez dwa tygodnie. Kiedy zauważymy, że słonina wchłonęła wcześniej wydzielony płyn i naciągnęła czosnkiem, wyjmujemy ją, oskrobujmy z nadmiaru soli i wieszamy na haczykach w przewiewnym miejscu. Podsuszoną przechowujemy w lodówce, a wieczorami kroimy do razowego chleba z kwaszonym ogórkiem i zbożowej kawy. Zamiast kiełbasy. Jest także bardzo smaczna do piwa.
Co z vegetą, która podbiła polskie kuchnie? W vegecie znajduje się całe mnóstwo zdrowych, suszonych warzyw, niestety zniszczonych przez sodę - glutamin i mozyman sodu. Podnoszą one znakomicie smak potrawy, zmiękczają, przyspieszają gotowanie, ale zarazem likwidują 30 do 60 proc. wartości przygotowywanych produktów. Soda niszczy też śluzówkę przewodu pokarmowego i żołądka. Radzę wycofać ją z kuchni, albo przynajmniej radykalnie ograniczyć.
Maggi, musztarda, chrzan. Brunatna maggi jest wywarem z roślin o tej samej nazwie, zakonserwowanym chemicznie. Można ją dodawać dla polepszenia smaku, ale też - bardzo ostrożnie. Musztarda, w które) skład wchodzi biała i czarna gorczyca, sól, cukier, kwas cytrynowy, jak również utarty chrzan są przyprawami naturalnymi i można spożywać je bez obaw.

Kilka słów o sobie mówi o. Jan Grande

Zakonnik nie jest osobą prywatną i nie ma prawa opowiadać o sobie. Powiem tylko, że pochodzę z Grodna, urodziłem się 1934 roku, jako dziecko ciężko chorowałem przez wiele lat na gruźlicę przewodu pokarmowego, a komunizmu uczono mnie na stepach syberyjskich za Irtyszem. Koczowali tam Mongołowie, którzy nie wiedzieli nawet, że skończyła się II wojna światowa, a którym przedstawiono nas - polskich zesłańców - jako ludożerców. Bardzo się dziwili, że „twoja budiet kuszt moja”, i że ludzie o tak małym rozstawie szczęk mogą mieć tak wielki apetyt.
No, potem był Tybet, Petersburg, Kijów... W Kijowie zetknąłem się ze starą szkołą niekonwencjonalnej medycyny i dużo z niej skorzystałem dla siebie. Właściwie, moje zainteresowanie leczeniem zaczęło się od samoleczenia. Przewlekła choroba pozwoliła mi zgromadzić pewną wiedzę o funkcjonowaniu ludzkiego organizmu i wspieraniu go. Po powrocie do Polski ukończyłem szkołę felczerską, całe lata pracowałem w służbie zdrowia. Do bonifratrów wstąpiłem ponad dwadzieścia lat temu, w trybie poniekąd nadzwyczajnym... Powiedzieć mogę tylko tyle, że na pewnym etapie życia stanął mi na drodze maciupeńki, niziutki budynek klasztorny oraz rozstrzelany Chrystus. Nietknięta od wojny figurka przechowała wojenny dramat - rozszarpany, wyrwany bok, kikut ręki, osmalony trzpień krzyża. Takie to półtora nieszczęścia wisiało przed klasztorem w Warszawie - całej już przecież odbudowanej. Mniej więcej po tygodniu byłem już w zakonie z manelami...
Pierwszą posługę bonifraterską odbywałem w Domu Pomocy Społecznej na południu kraju opiekując się ciężko chorymi - zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Zająłem się też ziołolecznictwem, m.in. w Zakładzie Ziołoleczniczym przy Konwencie Bonifratrów w Warszawie, Łodzi, a obecnie we Wrocławiu.
W regule zakonu zapisana jest od stuleci zasada własnego dochodzenia do wiedzy medycznej w oparciu przede wszystkim o najściślejszy kontakt z chorym. Mamy swoją wiedzę i tradycję ciągle poszerzaną i rozbudowywaną. Powiem od razu, że absolutnie nie lekceważymy zdobyczy współczesnej nauki. Uważamy, że nasze działania powinny uzupełniać leczenie konwencjonalne. Dla przykładu - osobiście obserwowałem kilkuset pacjentów chorych na raka, którym medykamenty ziołowe pomogły znieść utrapienia chemioterapii. Wiadomo, iż tzw. chemia wywierająca niszczący wpływ na tkanka rakową nie jest obojętna dla całego organizmu - osłabia jego siły obronne, wyniszcza. Jeśli jednak, obok chemii, podamy preparaty ziołowe regenerujące, czyszczące układ wątrobowo - trawienny oraz moczowy z toksyn - to taki pacjent ma szansę przeżyć o dobre kilka lat dłużej i to w niezłej kondycji. Zdarzały się nawet przypadki, iż chory pijący zioła, mimo chemioterapii, mieli tak wzmocniony organizm, że nie tracili włosów.

Jak bronić się przed rakiem? Rak jest zakodowany w każdym człowieku. Uśpiony i przyczajony czeka na sposobny moment. A ten moment następuje wtedy, kiedy organizm jest bardzo wyczerpany. Ośmielam się twierdzić, że jeżeli przez dłuższy czas obniży się w ludzkim ustroju poziom cynku, witaminy A i magnezu - to otwiera się brama dla raka. Dlatego kładę tak wielki nacisk na prawidłowy jadłospis, który dostarczyć ma tych wszystkich regenerujących materiałów. Przedwieczny tak nas skonstruował, że potrafimy sami siebie obronić, również przed rakiem. Warto zwrócić uwag na fakt, że rak w pierwszym rzędzie atakuje ludzi o usposobieniu cholerycznym. Z obserwacji wynika, że wszelkie narastające stresy wytracają z równowagi cały układ nerwowy, a to powoduje złe wchłanianie i „gubienie” wielkich ilości selenu, cynku, magnezu, jodu itd. W osłabionym organizmie rozwija się tkanka rakowata.
Żeby tak jeszcze tylko współczesne kobiety zechciały pojąć ile od nich zależy! Przemądrzałe to to, zarozumiałe, w dodatku nierzadko złośliwe. Co ja się z nimi nadenerwuję! Przychodzi taka jedna z drugą, i oczywiście, one wiedza najlepiej. Jak ja mam je leczyć?! Żeby się to jeszcze chociaż ogarnęło i zamiast chemii i masy kosmetyków, które aż z nich spływają, umyły się porządnie szarym mydłem, to i zdrowsze by były. Dzięki Ci Dobry Boże, że ja nie żonaty. Ale może lepiej tego nie pisać.
Otóż, niechby te nasze kobiety, każda jedna, umalowana czy nie, wzięły sobie do serca, że dla swojej rodziny znaczą tyle, co minister zdrowia, a ich kuchnie są zakładami leczniczo - farmaceutycznymi, w których przygotowuje się życiodajne potrawy. To trzeba podkreślić trzy razy: Niech produkcja w tych naszych domowych polskich kuchniach będzie życiodajna.
Darujmy sobie w trudnych czasach kulinarne wydziwiania. Potrawy - podawane na ładnych talerzach - mają być proste i tak dobrane, by dostarczały domownikom 68 niezbędnych składników żywieniowych. Dlaczego 68? Bo mniej więcej na tyle wyspecjalizowanych grup jest podzielona liczba krwinek gospodarujących w ludzkim organizmie i odpowiadających za funkcjonowanie jego składowych. Krwinki, te małe budowlane mrówki, musza mieć stałe zatrudnienie, a obowiązkiem nas - ludzi myślących - jest dostarczyć im odpowiedniego materiału.

Początek strony

Wykonał: Hieronim Śliwiński dn. 15-11-2005