logo
Wróć na stronę główną

Strony:  1  -  2  -  3

PROZA

Szkice Ewy
Baśnie Ewy Opowiedz Anno cz. I Opowiedz Anno cz. II Opowiedz Anno cz. III Opowiedz Anno cz. IV Opowiedz Anno cz. V Pamiętnik pacjenta Wspomnienia

Herbata

Filiżanka krucha uszkiem. W niej napój gorący, czerwienny. Niosę do ust łyczek odświeżającej cieczy.
Siedzę w fotelu. Kot łasi się o moje stopy. Koci pyszczek jest drapieżny, ząbki po bokach chwytają dywan. Kotek bawi się dywanikiem. Ociera głową o fotel. Kręci się.
Obserwuję jego ruchy faliste, leniwe. Głaskam jego futerko. Herbata, którą się poję jest odświeżająca. Szczęścia nosicielem jest ten brązowy napitek. Kotek jest serenadą na moich kolanach. W zawiłych ruchach skłębił się na moim podołku. Trzymając go w objęciach uszczęśliwiam się namiastkami łyczków herbacianych. Płynie czas, senny, popołudniowy.
W zgodzie z prawdą wymyśliłam kota, popołudnie, fotel. Tymczasem siedzę na krześle, jest ranek, herbatę wypiłam na spółkę z pacjentką. Z ociąganiem i drapieżną chęcią wypicia herbaty tylko dla siebie.

(Branice 1999)




We wrotach Branic

Mleczna zima minęła. Mleko we wrotach Branic. Wapno tynkuje aparycję budynku biblioteki.
Jest wiosna.
Wychodzimy jak wiewiórki z dziupli. Czeka na nas każda ławeczka, kolonada. Trawa wspina się prędko ku słońcu, zieleń ślicznie lśni.
Renowacja Branic postępuje szybko i systematycznie. Jest to konieczne do utrzymania ładu i wyglądu. Piszę w zdaniach ciętych, cierpliwych jak te stare mury, które oglądać będą swój sukces, polegający na utrzymaniu porządku.
Branice na zewnątrz są ładne, choć już od dawna oczekiwana jest ich odbudowa w postaci nowych otynkowań. Efekt jest czymś, na co budynki czekają.
Zakątki zieleni. Stoliki drewniane, i krzesełka z pniaków. Szumią drzewa. Pomnik medycyny jakże piękny. Kiosk i sklep pełne towarów.
Z wyglądu Szpital nie straszy, choć jego mieszkańcy są tak zastraszeni od środka.
Blask nowości czeka.

(Branice 1999)




Jak w Szpitalu

Chodzę to tu, to tam.
Na dworze jest zimno.
Potomstwo mojej głowy w urojeniu spłynie kaskadą i wejdzie w me wnętrze. Wyrażę zgodę na pójście na zawsze do domu gdzie mnie oczekują. A dotąd jestem tutaj.
Pokój zamknięty, świetlica pełna osób. Jedynie biblioteka tak spokojna i pełna starych książek.
Spacerkiem okrążam terytorium branickie. Jest tutaj dobrze. Mam zagwarantowane potrzeby, wszelkie aspiracje artystyczne są możliwe do realizacji. Mój świat stworzony do tego przyziemnego trwania, a jednak ekstaza dnia codziennego jest nieułatwiona.
Nowa pora to szczęście, że w łóżku jest tak wygodnie, że posprzątają, pościelą, nakarmią, wykąpią… Słowem, jako wilga spędzam okruszyny czasu na wskroś przejęta życiem oddziału.
Tutaj jest nasz dom - tak mówi nam Pan Doktor.
Interesują mnie ludzkie bycia, zawodzenia Pani N., pracowitość Pani K., posłuszeństwo i zgoda na los naszej Babci. Jest tu mi sakramentalnie dobrze, bo dbają o mnie, gdy ja nie mogę. Trochę ckni się dom z jego potęgą czułości i intymności. Dywanów, foteli, telewizora…
Kolejny wywrót dzionka w tę porę, którą opiewa muzyka ptaków.

(Branice 1999)




Wakacje

Wakacyjna pora przyjdzie niebawem.
Już noszę sandały.
Temperatura jest śmiała i niebezpieczna dla nas pacjentów. Lepiej usiąść w cieniu.
Ławki oblegane.
Pacjenci na nich śpią, co budzi moją niechęć. Ubiory pacjentów są obskurne. Przepraszam, że mówią o tym wprost, ale to mi się nie podoba.
Nieporządek jest przyczyną nieszczęścia. A mam mówić o wakacjach, z jego dmuchawcami, mleczem. Koniczyną, trawą.
Pobyt w Branicach na wakacjach. A może przyjadą, wezmą do domu. Choćby na te kilka dni.
U mnie w domu sezon truskawkowy. Na działce Mama zbiera je w kobiałkę. Przywiozła mi ich w pojemniku plastikowym prawie kilo.
Czerwcowe słońce zachodzi czerwono, umiera dzień, by przyjść w blasku wciąż nowego jutra.

(Branice 1999)



Wykonał: Hieronim Śliwiński dn. 21-06-2005