logo
Wróć na stronę główną

Strony:  1  -  2  -  3

PROZA

Szkice Ewy
Baśnie Ewy Opowiedz Anno cz. I Opowiedz Anno cz. II Opowiedz Anno cz. III Opowiedz Anno cz. IV Opowiedz Anno cz. V Pamiętnik pacjenta Wspomnienia

Wiosna

Wiosna. Płynie powietrzem coś nowego. Coś, co jest nieuchwytne.
Ptaki są pierwsze. Zaklepują swoje miejsca na gałązkach. Drzewa je pieszczą z tęsknoty, która im minęła.
Dola jakaś inna lekka. Przyszło nowe. Słońce się żółci, przymilnie ślepi po twarzach. Płynie czas tak radosny, że aż ufny. Wiosna to nadzieja. Chmurą płynie powietrze tak ciepłe, że aż ze szczęścia chwytam się pod boki. Krajobraz zaczyna kolorowieć. Z tego zachłystu powstaną nowe jakości.
Smutno mi za zimą, wolę kalejdoskop jednak kolorowy.
Dzwony radują się na wiosnę. Wieszczą życie, zmartwychwstanie.
Młody Bóg Dionizos już szykuje się do letniej drogi. Cerera wyszła z ciemności. Przyjdzie ulga w chorobie.
Zamieszkam szczęśliwie w zdrowiu. Pospieszę mu otworzyć drzwi. Wejdzie zdrowie przez ścianę mojej głowy. Rozpanoszy się wiosna. Minie mi horror widzenia świata w krepie. Błyśnie słońce, które przychodzi z nieba. Będę błyszczeć pomiędzy. A wiosna się krzaczy. I rośnie jak fasola na lekcji biologii.
To nadzieja.

(Branice 1998)




Dom

Mieć dom. Mieszkać w nim. Bez regulaminu. Z wolnością osobistą. Bez posłuchu.
Wolność Tomku w swoim domku.
Tutaj jest regulamin. Drzwi zamykane na klucz. Spęd w świetlicy. Wymóg posłuszeństwo. Żal do rodziny. Usta zamykane jadłem. Obcość cudzych światów. Zasklepienie się w sobie.
Skurczona oda nie do pozazdroszczenia.
Margaryny z pięknem na kioskowej ladzie. I ta radość, że będzie wiosna, choroba ulży.
Niedziela - nieszczęśliwa oddziałowa, gdy to święto rodzinne.
W niedzielę wytropiłam na krzesełku wiosnę. Coś mi w duszy zagrało. Chwila radości tak prędka jak powrót na wolność. Krzyk wewnętrzny o ziszczonej dobroci i nagła niechęć do starej pacjentki, z którego powodu czuję się winna.
Wiem że tak postrzegają nas ludzie zdrowi. Budzimy niechęć.
Personel jest w wartościach absolutnych, gdy my tylko jesteśmy ideami.
Czy budzimy w was czasem poruszenie serc. Czy opiekujecie się nami z niewymuszoną dobrocią, by w końcu być obojętnym wobec cudzej krzywdy, nie budzić litości.
Tak pięknie malujemy czasem, my pacjenci. Tworzymy piękno z naszej choroby. Wykuwamy nowe jakości z brutalności, którą zaraczył nas świat.

(Branice 1998)




Wieczór

Wieczór przychodzi po cichu. Delikatnie stuka o szybę gałązką wiatrem pasaną. Szczeka u psów tylko wsiowych. Miejskie psy wtedy ziewają.
Wieczór jest domyślny. Domyśla się braku nadziei, ale i koi. Uspokaja, tłumaczy noc.
Dla mnie nieszczęśliwie zaczyna się z końcem dnia. Moja kwintesencja nie pomieszkuje w zmierzchu. Zmierzch jest przeciwieństwem świtu. Zmierzch jest mi wrogi. W nocnej porze mieszka zło.
Jutrzenka wstąpiła w noc. Wieczór się zasklepia w kolorach rzucanych dla innych kolorowych cieni lamp. Wieczór jest bliski ludziom zdrowym. Wypoczynek i hulaj dusza. A może ciepło domowe.
Skupiska ludzkie. Ludzie garną się i cisną jak groszek do groszka. Groszkowe szczęście bywa razem. Wieczór to pora matkowania. Wieczór to szczęście bycia wzajemnie ku sobie.
W uściskach, kiedy będą wieczory zmierzchem płynące od wiosny po wczesną jesień, błogie albowiem nie ciemne, nie nocne, nie złe.

(Branice 1998)




Starość

Starsza pani siedzi skromnie na krzesełku. Milczy zanurzona w modlitwie. Ziarnka różańca plecione cierpliwie i słodko i uciążliwie. Rysy twarzy poorane siatką zmarszczek. Naiwny wyraz oblicza.
Siedzi tak ciągle tępo. A jej istota jest skromna i prosta. Nie przypomina o tym, że można żyć bez modlitwy. Wzruszona, wewnętrznie pobudzona o szczerym sercu. Kolebie się. Jest wewnętrznie skupiona. Siedzi bardzo skromnie. Jest nieco zawzięta na świat, że się nie wzruszy ucieczką do Boga.
Poznaję to po jej chęci izolowania się. Po jej odrębności tak słodkiej, jak to tylko rytualne skupienie stworzyć zdoła.
Ja osobiście nie dojrzałam do takiego egzystencjalnego wyboru. Wierzę trudniej poprzez wahania, poprzez szamotaninę wewnętrzną. Zazdroszczę jej owej stałości stalaktytu, który wie jak się właśnie nie kłócić o swoje.
Zastanawiam się czy ona demonstruje swoją religijność. Dla mnie być pseudoreligijnym to znaczy być amoralnym

(Branice 1998)

Wykonał: Hieronim Śliwiński dn. 21-06-2005