logo
Wróć na stronę główną

Strony:  1  -  2  -  3

POEZJA

Wojciech Promiński EWA Andrzej Kozdryk
Hieronim Śliwiński
Katarzyna Kluska

Hieronim Śliwiński

Noc nad jeziorem

Słonce zaszło nad czernią lasu
Niebo jeszcze gorzeje zorzami
Powoli mrok nocy wypełza z szuwarów
Łódź jest stara, ciężkawa, sterana.
Wypływa wolno na jeziora przestwór.
Jest ciepły wieczór, środek lata.
Usypiająco ptaki kwilą w trzcinach.
Przeleciał wietrzyk,
Jezioro falą się zmarszczyło.
Odbicie nieba zafalowało lekko.
Płyniemy łodzią powoli,
Cicho skrzypią dulki,
Pióra wioseł zgarniają purpurę.
Godziny mijają, jedna, druga...
Noc powolutku rozciąga zasłonę mroku.
Księżyc wschodzi,
Zaznacza srebrny szlak na toni.
Gwiazdy odbijają się w wodzie,
Jedna, druga trzecia... miliony.
Wsparłaś głowę na rękach,
Słuchasz grania nocy.
Twoje oczy błyszczą.
Tyś rusałka, tyś boginką nocy.
Dobro i piękno
Zawarte w powabnych kształtach.
Ty, ja i noc marzenia spełnione.
Płynąć tak do końca pragnień,
Płynąć tak w nieskończoność.
Gdzieś w oddali dysonans boli.
Ognisko na bindudze i krzyki swawoli.
Jak zgrzyt jest tej nocy.
Ty nie słuchasz, patrzysz zamyślona.
Ty z marzeń stworzona i z mgły jeziora.
Bliską i daleką jak brzeg w oddali
Płyniemy srebrną drogą
Co księżyc nam ściele.
Ta noc jest jedyna,
Niepowtarzalnie piękna.
Cudna jak Ty i jezioro z marzeń.
Nierzeczywistość ze snu wyrwana.
Mieszam wiosłem gwiazdy,
Zgarniam cichutko powoli.
By nie spłoszyć ciszy, nastroju, uczucia.
Szczęście czasu nie liczy.
Jezioro na nas patrzyło,
Godziny szczęścia pluskiem fal liczyło.
Chciałem by noc trwała bez końca,
Lecz różanopalca jutrzenka
Maluje w pastele niebo.
Noc się skończyła.
Noc pełna czaru, gwiazd i Ciebie.
To piękno ulotne
Zamknąłem gdzieś w sercu.
Niezapomniana noc
Wśród tysięcy zmierzchów.
Niech wróci choć we śnie
Ta chwila z przeszłości.
Ty, jezioro i noc pełna miłości.


Skromność

Nie miejmy wielkich życzeń.
Pragnień też garść skromnych,
By zdrowie nam służyło,
A życie było godne.
By bieda nie dopiekła.
Nie zaznać ludzkiej złości
I goryczy samotności.
A ponad wszystko w świecie
Co życie dać nam może -
To przyjaciela wiernego.
Co radość z nami dzieli,
A w biedzie dopomoże.


Ślepota

Jestem lunatykiem.
Boże, w dodatku ślepym wielce
Dostrzegam tylko zarys świata,
A gdzież do licha jego serce
Tylko kształt widzę
W barwach szarych.
Gdzież duch się podział.
Pytam i błądzę.
Chciałbym ujrzeć
Nowej idei tęczę
by ten świat, objęła cały
Nadała ludziom nowy sens
I Bogu nie skąpiła chwały.


Tolerancja

Być człowiekiem dla człowieka
Nie drapieżną zostać bestią.
Kochać ludzi bez różnicy.
Tolerancji zostać piewcą.
Niech Ci nigdy nie przeszkadza
Inwalidztwo czy też nacja.
Niech Cię inność nie przeraża.
Bycie innym i tak boli,
Twojej wzgardy już nie trzeba.
Dziś dla Ciebie prosta droga
Bycie przeciw złu na świecie.
Zwalczaj w człowieku zło natury
A nie wyznanie czy kolor skóry.
Człowiek mały w człowieczeństwie
Zwykł do bicia chłopca szukać,
By swą wielkość podbudować
Czasem nawet stosem trupów.
Ty nie musisz udowadniać,
Że człowiekiem jesteś prawym.
Tu wystarczy być otwartym
Dla człowieka być człowiekiem.
Dla inności mieć szacunek.
Nic na siłę nie przerabiać.
Bo nie zmienisz nic przemocą
Co najwyżej wrogów zyskasz.
Człek co nienawiścią dyszy
Zaślepiony w swej głupocie,
Tylko z nazwy jest człowiekiem
W sercu bestią jest w istocie.
Niech Ci to nie obojętne
Co na świecie się wyprawia.
Gdy człek człowiekowi wilkiem
A powinni żyć jak bracia.
Ty złu powiedz słowo VETO.
Bliźnim Twoim każdy człowiek,
Głosi przykazanie Boże.
Kochaj Go jak On przykazał,
Jakbyś kochał EGO swoje.
Człowiek dla człowieka bratem.
Chciałbym by te szczytne słowa
Były światu światłem Boga.
Ile zła ze sobą niosło
Przez historii tysiąclecia,
Brak miłości do człowieka
Tolerancji dla inności!
Może się zdarzyć przypadkiem,
Że słowa te trafią do sumień,
Niech zostanie tam na wieki
W sercach i ludzkim rozumie.


Wieczorny rachunek

Głowa wsparta na dłoniach.
Ciężka od myśli dręczących.
Gdzieś w tle gra muzyka,
Za oknem wiatr gwiżdże.
Wieczór refleksyjna pora.
Przeminęła kolejna doba.
Czym przeżył ją godnie?
O czymś zapomniałem?
Czym zrobił wszystko
Co zaplanowałem?
Rachunek codzienny.
Czy potrzebnie żyłem?
Czy choć odrobinę
Dla ludzi uczyniłem?
Czy dałem ludziom siebie
Przez te kilka godzin?
Czy było to dobre?
Zawsze trudno sądzić.
Taki rachunek o wieczornej porze.
Plusy i minusy codziennego bytu.
Dzień się kończy.
Na poduszce czeka sen,
Może kolorowy.
Wytchnienie dla skołatanej
I obolałej głowy.
Czy zrobiłeś wszystko?
Czyś nie zranił kogoś?
Czasem się ucieszysz,
Żeś przeżył dzień godnie.
To znów ciężko na duszy,
Boś postąpił sromotnie.
Nerwom dałeś upust,
Ubliżyłeś komuś...
Może zasłużył ale Ciebie boli.
Przytulisz do poduszki
Myśli rozkręcone.
One uporczywie
Sen spędzają z powiek.
Rozbolała głowa
Od kłębiących myśli.
Dać jej odpocząć.
Kilka godzin wolności
W sennej nierzeczywistości.

Początek strony

Valid XHTML 1.0!

Wykonał: Hieronim Śliwiński dn. 21-06-2005