Szelest, szept i zawijas
czasu,
czekoladowa nocna pora.
Urwałam owoc w porze nocnej.
Chodzę tymczasem na skróty
przez pole trawy.
Ciężka stopa wiatru
ucisza cudem pląsające
szczęście.
Słów tam mało.
Ludzie opłakują się serdecznie.
Dziękuję za seans muzyczny
na skibie polnej.
Wszystko jest nie tak.
Kąpiel i ognisko,
A może wiele innych,
podobnych, znalezionych lat.
Na każdy gruby rok.
Kok czasu upięty filuternie,
Aby paść chwile bratnie.
A więc rytuał.
Gradiencja smutku, który skutkuje,
I obejmuje mnie biczem żalu.
Kędy spojrzeć, bursztyn.
Zachwiany w nieumiejętności
Wnikania czyli nie uczestnictwa
W cudzym.
Tonę w pojedynczości,
Tak widzę jak tylko kobieta umie.
Dopatruję się ujmy,
A to tylko smutek lat,
Smutek widzenia.
Głosy dybią,
Głosy walczą,
Głosy schizofreników
Proszą o ciszę.
Proszę Ciebie…
Nie mam
Sposobu wyjść z nich.
Nie ma sposobu…
Uderzyłam się o głos w twarz.
Umysł wyczyściłam o drabinę zębów.
Stuka człowiek szczęśliwy,
Stuk puk do druku.
Na maszynie do szycia,
Katorżnicze czyste myśli,
Których kwintesencja mieszka
W bieli, którą zbrukać,
To sprzeniewierzyć się Bogu
A i ludziom.
Przyjdź teraz, usyp pryzmę piasku,
W którym będziemy paść
Swe wilgotne, urojone łzy.
Czy czujesz pętlę w gardle?
To ja dla ciebie sypię
Diamentowe gwiazdy.
Kruszyna pąków, fiołki niebiańskie,
W goździku mieszka
Mały nosek wiercipiętek,
Róże krzyczą w kolcach.
Przeróżne zwyczaje
Kwiatów podawanych w podzięce.
Nieśmiałe wzruszają się
Dawane w pękach astry,
Kłują aksamitnie powietrze.
Bratki cofają się przy ziemi,
Lubią czarować,
Chcą być nieszczęśliwie niezrywalne.
Kwiaty są wzruszająco czyste.
Tylko czas to pokrzywa.
Wcale nie jest dobrze być samemu.
Wyciągam dłoń do świata.
Lata całe w krystalicznej głuszy
Ciągów słownych.
Pieszczę się słowem
Brnącym w zawiłości do odkupienia.
Serdecznie dość smutku
Czemu nie ma tu niczego
Co miało by wartość?
Tak tęsknię.
Przygniata mnie brak odpowiedzi
Na zadawane pytania.
Śpiewam sobie czystą pieśń,
Pieśń doznań.
Ściga mnie czas niedobry,
Otwieram dróżkę do jaru,
Do którego biegnę z krzykiem.
Mieć bogate wnętrze
To tworzyć nowe jakości
W siermiężnym czasie zadumy z bólu.
Jadę.
Już dzisiaj.
Cieszę się bardzo.
Do mojego przytuliska domowego,
Gdzie jest tyle sprzętów,
Tyle bibelotów.
Do mieszkanka,
Do mojego pokoiku.
Niecierpliwię się już.
Dzisiaj będę w papciach prywatnych,
Włączę telewizor,
Sama sobie zrobię kawę lub herbatę…
Co będę chciała.
Ogarnę dom,
Pomogę mamie w pracach domowych,
Ugotuję obiad…
Będę przylepna, aby mnie tylko chcieli.
Moja psia dola powróci do siebie.
Usiądę w kątku głębokiego fotela,
Popatrzę na półki z książkami,
Podleję kwiaty…
Mówię, aby mnie chcieli!
W domu mieszka intymnia!