Zawołać ciepłą ciszę.
Ocucić wiarę wspomnień.
Lekko unieść się w przestworza.
Na ziemi ciężko.
Miłość zamknęli do Hadesu.
Tak.
Nie bądź taka obojętna.
Miłość czy obłęd.
Tak.
To początek nowej drogi.
Dokąd?
Do koła pojednania.
Iść czy pozostać?
Iść.
Wskrzeszone małe dzieci.
Nadziejo!
Mówię Ci TAK.
Przyszłości pomóż mi.
Jesteś jak diament.
Unieś mnie ku niebu.
Tu zostanie moja praca.
Moja wierność.
Moje imię.
Poezja i nieśmiertelność.
Nie zabierze mi nikt duszy,
Jak nie zabiorą mi poezji i muzyki,
Które są integralną częścią mnie.
Cieszę się nimi
Jak soczystą cząstką
Jabłka mego bycia.
Cierpieć i nie obarczać tym innych.
Czasem popłakać do poduszki.
Wyspowiadać się przed sobą.
Cenić niewypowiedziane.
Z podniesionym czołem
Iść przez życie.
Cieszyć się przyjemności chwilą.
Zdrowe mieć poglądy,
Wierzyć w dobroć Boga,
Odrzucić zatęchłe prawdy
I zmurszałe ideały,
Nie żyć fikcją,
Bez trwogi patrzeć
W czarne oczy przyszłości.
Cieszyć się każdym porankiem
Może to ostatni?
Przyszedłem i pójdę.
Świat błędnym kołem,
które muszę dźwigać.
Upadam pod nim!
Brzemię ponad siły!
Śmierć na raty.
O twórcza Weno,
Tyś tysiąckrotnym echem
W katakumbach labiryntu.
Wróć do mnie Weno!
Pocałuj skronie poety.
Chciałbym znaleźć oparcie
W twoich pięknych dłoniach,
I bawić się srebrną ciszą.