logo
Wróć na stronę główną

Strony:  1  -  2  -  3

PROZA

Szkice Ewy Baśnie Ewy Opowiedz Anno cz. I Opowiedz Anno cz. II Opowiedz Anno cz. III Opowiedz Anno cz. IV
Opowiedz Anno cz. V
Pamiętnik pacjenta Wspomnienia

LIST IV

Spóźniam się z tymi listami do Ciebie, ale mam nadzieję, że mi to wybaczysz. Po całodziennej gonitwie wieczorem niekiedy padam z nóg, a najczęściej pracuję jeszcze do późna. Tyle jest rzeczy do zrobienia i pomimo to, że jestem człowiekiem zorganizowanym, a przynajmniej za taka się uważam, to często gęsto muszę zarywać również wieczory. Od czasu do czasu robię sobie jednak wieczór wolny i wtedy wychodzimy gdzieś z Tadeuszem, bądź pozostajemy w domy z lekturą lub po prostu by być trochę ze sobą i dziećmi. Jesteśmy razem już od blisko dziewięciu lat, a w sumie tak mało czasu mamy dla siebie. On ma dużo zajęć i ja też. Czasem tylko wspólne urlopy pozwalają nam nacieszyć się sobą, ale po powrocie znowu wchodzimy w swój młyn i tylko niedziele mamy dla siebie. Takie dzisiaj czasy się porobiły, że jeśli człowiek chce się utrzymać na rynku pracy, to musi być mobilny. Wszystko to jednak odbywa się kosztem rodziny i nas samych. Żal mi czasem tych chwil, które moglibyśmy spędzić razem, a które musimy spędzać osobno. Pytałeś, jaki jest teraz nasz układ. No cóż, taki jaki był. Nie jesteśmy formalnie małżeństwem, choć de facto żyjemy jak rodzina. Konkubinat  ale paskudne słowo, ale formalnie tak właśnie wygląda prawnie nasz związek. Tadeusz dalej jest faktycznie żonaty z Justyną, która już od 14 lat jest w stanie śpiączki i przebywa w specjalnym ośrodku. Od kilku lat Tadeusz, a w zasadzie my razem musimy łożyć duże kwoty na rzecz tego ośrodka, co jest dla nas dużym obciążeniem, ale inaczej być nie może. Nasz sytuacja jest prawdę mówiąc dziwna, bo nadal prowadzimy dwa domy. Tadeusz już chyba utracił nadzieję, że Justyna kiedykolwiek wyjdzie ze śpiączki, ale jest wobec niej uczciwy i za to go kocham, bo sama też tak bym postąpiła. Człowiek musi być uczciwy wobec siebie i swoich bliskich. Nie przeczę jednak, że taka sytuacja jest dla mnie dość trudna, ale co zrobić, innego wyjścia nie ma. Pomimo tego, że mieszkamy wszyscy razem w mieszkaniu Tadeusza, to mam świadomość, że nie jestem na swoim miejscu, lecz Justyny. Taka niepewna sytuacja męczy, choć Bogiem a prawdą, to nie mam czasu się nad tym często zastanawiać. Niestety dopóki sytuacja tak czy inaczej się nie wyjaśni, to tak musi pozostać. Pomimo tego, że mieszkamy razem, to jak ci już wspomniałam, utrzymuję również moje stare mieszkanie. Jeśli nawet mnie się nie przyda, to może Jarek albo Mariola, gdy dorosną, będą mieli dla siebie samodzielne lokum. Taka sytuacja w moim życiu panuje już od ponad ośmiu lat i choć na co dzień nie zauważam jej nienaturalności, ale czasami ten status ni to żony ni to kochanki trochę mnie męczy. Moi znajomi na początku trochę wydziwiali, ale po jakimś czasie dali mi spokój i zaakceptowali nasz związek. Agata i Piotrek też polubili Tadeusza i Mariolę. Stało się to tym łatwiej, że Tadeusz znalazł wspólny język z Agatą, bo miał dużą wiedzę w zakresie marketingu i zarządzania, co było jej bardzo pomocne, gdyż awansowała w swojej firmie i musiała ad hoc zorientować się w tych problemach nie tylko od strony teoretycznej, ale również praktycznej. Z Piotrkiem Tadeusz znalazł wspólny język na bazie hobby. Oboje lubili grać w brydża i tworzyli wspaniały team. Ja i Agata byłyśmy przy nich zupełnymi nogami i nie byłyśmy dla nich żadnymi przeciwnikami. Jeśli chodzi o Mariolę, to weszła do naszej rodziny jak gorący nóż w masło. Od razu podbiła wszystkie serca. Tak było ze mną i tak było z Agatą i Piotrkiem. Dość długo jednak nic nie mówiłam Agacie o Tadeuszu, bo sama jeszcze nie byłam pewna tej miłości. Dopiero od opisanej w poprzednim liście przygody w jaskini sytuacja się diametralnie zmieniła. Nastąpił wtedy przełom w naszych wzajemnych relacjach, co pomogło nam zorientować się w naszych uczuciach. Po przetransportowaniu mnie wtedy do szpitala i szczegółowych badaniach okazało się, że mam złamany obojczyk i pękniętą kość przedramienia, a oprócz tego miałam głęboką ranę na boku i byłam okropnie potłuczona. Gdy trochę przyszłam do siebie, a przede wszystkim, gdy mnie rozgrzano, bo miałam bardzo wychłodzony organizm, to od razu zadzwoniłam do Agaty, ale jej nie zastałam. Nie udało mi się również skontaktować z Piotrkiem. Nie wiedziałam co robić, bo pilnie potrzebowałam załatwić kilka spraw. Musiała jednak to odłożyć, bo przyszedł policjant i spisał krótki protokół z mojej wersji wypadku. Jak mogłam próbowałam odciążyć moich współtowarzyszy, bo nie byli niczemu winni, a w dodatku to ja na siłę wkręciłam się do ich grupy. Gdy wyszedł policjant to spróbowałam skontaktować się z Tadeuszem. Robiłam to jednak z pewnymi obawami a wynikały one stąd, że podświadomie obawiałam się jak on zareaguje, no i niełatwo jest się przyznać do tego, że jest się takim pechowcem, co to bez przerwy gdzieś wpada i coś łamie. Przypomnij sobie, że poznaliśmy się przecież, gdy wpadłam pod samochód, a tu znowu coś takiego. Wstyd. Przed kochaną osobą chcemy przecież wyglądać przyzwoicie i rasujemy swój wizerunek w jego oczach, czyli staramy się przedstawić w jak najlepszym świetle. A tu masz, jak tu komuś takiemu powiedzieć, że pod hulajnogę potrafię wpaść i na prostej drodze się przewracam i tak jak małego dziecka, bez opiekuna nie można mnie wypuszczać na ulicę. Niestety nie miałam wyjścia, bo trzeba było załatwić pilnie trochę formalności i nie miałam kogo o to poprosić. Złapałam go w pracy i gdy powiedziałam mu co się stało, to usłyszałam tylko ciszę w słuchawce. Byłam przekonana, że nas rozłączono, ale po chwili usłyszałam zmieniony głos Tadeusza. Musiała go ta wiadomość nieźle walnąć, bo aż na chwilę zaniemówił. W jego głosie, nawet przez słuchawkę, było przez chwilę słychać, jaki był wstrząśnięty, ale szybko się otrząsnął i spokojniejszym, rzeczowym tonem zapytał jak się czuję i czego mi potrzeba. Najbardziej potrzeba mi było tego, by on był przy mnie, ale przecież mu tego tak otwarcie nie powiedziałam. Tam w tej dziurze wiele zdążyłam przemyśleć i przez te dwie godziny dość mocno się postarzeć i chyba dorosnąć. Przewartościowałam też sobie wiele rzeczy. Jednym z ważniejszych przemyśleń był właśnie Tadeusz i to, że gdybym tam umarła, to nie wiedziałabym, jaki on jest, i jak to jest żyć obok niego i razem z nim. To był taki żal za niespełnionym. Obiecałam też sobie, że gdy wyjdę z tego cało, to wiele zmienię w swoim życiu. Czasem z takiej niefortunnej przygody można wyciągnąć jakąś korzyść. Dla mnie ta dziura była jakby czyśćcem, przez który sama się przeprowadziłam. W ogóle mam umysł raczej refleksyjny i gdy mam trochę czasu, to potrafię zastanowić się nad tym co robię i dokąd zmierzam. To dla mnie cenna cecha. Czasem po takim dogłębnym zastanowieniu się, coś mądrego postanawiam i to jest czysty zysk. Gdy rozmawiałam z Tadeuszem, to tak wiele chciałam mu powiedzieć, ale ten jego rzeczowy i jakby trochę obojętny ton, jaki przybrał, rozczarował mnie i trochę zmroził. W efekcie nic nie powiedziałam z tego co serce chciało wykrzyczeć, ale wyłuszczyłam jedynie prośbę o załatwienie dla mnie ważnej sprawy i skontaktowanie się z Agatą. Rozmawialiśmy spokojnie i rzeczowo, a mnie było czegoś żal. Może tego, czego nie usłyszałam w jego głosie, a czego podświadomie pragnęłam usłyszeć. Zresztą nie wiem, czego się spodziewałam, bo przecież trochę go znałam i wiedziałam, że emocjonalne reagowanie na nietypowe sytuacje, to nie w jego stylu. Skończyliśmy więc rozmowę spokojnie, a mnie się płakać chciało. Miałam mu tyle do powiedzenia, ale sytuacja, jaka się wytworzyła w tej rozmowie, nie pozwalała mi tego powiedzieć. Byłam jak bomba, która nie wybuchła, bo w ostatniej chwili ktoś ukradł zapalnik. Rozczarowanie, smutek, gorycz, miłość do Tadeusza, nadzieja… mieszało się we mnie to jak „koktajl Mołotowa”. Pielęgniarka widząc moje wzburzenie odłączyła mi telefon i zabrała, bo musiałam wypocząć. Leżałam w łóżku taka obolała, połamana i zagipsowana i rozczulałam się nad sobą. Po jakichś pół godziny przyszli mnie odwiedzić członkowie naszej grupy grotołazów. Miałam pewne obawy czy nie będą mieli z powodu tego wypadku jakichś problemów, ale mnie uspokoili. Wszystko było formalnie w porządku. Nie mieli do mnie pretensji, bo to była wina sprzętu, który z niewiadomych przyczyn zawiódł, co nie powinno się w żadnym wypadku wydarzyć. Policja też nie miała do nich na razie żadnych ans. Wzięli do badań mój pas asekuracyjny, od którego urwał się zaczep, co spowodowało cały karambol, spisali protokół i wypuścili ich. Trochę u mnie posiedzieli. To byli fajni ludzie i było mi naprawdę głupio, że tak pokrzyżowałam im plany. Nie zrezygnowali jednak ze zbadania tej jaskini i następnego dnia mieli tam iść ponownie, ale bez Uli, która powiedziała, że tak mocno przeżyła mój wypadek, że na jakiś czas ma dość wszystkich jaskiń. To ona pożyczała mi ekwipunek i miała jakieś wyrzuty sumienia – czuła się winna tego co się stało. To była bardzo sympatyczna dziewczyna i do dziś utrzymujemy ze sobą kontakt, ale tylko poprzez Internet, bo mieszka w tej chwili w Danii. Gdy siądziemy przed komputerem i zaczynamy rozmawiać przez komunikator, to często mamy temat do późnej nocy. Znajomi wyszli, bo wypędziła ich pielęgniarka. Chyba się trochę zdrzemnęłam, ale coś kazało mi się obudzić. Otworzyłam oczy i myślałam, że dalej śnię, bo oto zobaczyłam przy moim łóżku Tadeusza, który uważnie się we mnie wpatrywał. Nie był to jednak sen, ale najwspanialsza rzeczywistość. Poczułam w sercu taką kotłowaninę uczuć, że gdyby nie ból, jaki odczuwałam, to rzucałabym mu się na szyję. Chyba wyczuł to, bo delikatnie mnie objął i pocałował. Przez dłuższą chwilę tuliliśmy się do siebie. Byłam szczęśliwa. Pierwsze, o co zapytałam, gdy trochę przyszłam do siebie, to skąd tu się wziął i co z Mariolą. Okazało się, że Mariole pozostawił pod opieką…Agaty. Po moim telefonie skontaktował się z Agatą i razem udali się do mojego mieszkania, by wziąć stamtąd potrzebne mi drobiazgi. Ponieważ Agata musiała opiekować się Jareczkiem i w związku z tym nie mogła jechać do mnie, a Piotrka nie było jeszcze w domu, to Tadeusz postanowił przyjechać sam, a Agata zobowiązała się zaopiekować również Mariolą. Mam wspaniałą siostrę. Tadeusz przesunął bieżące sprawy w pracy, trochę pokłamał, wsiadł w samochód i przyleciał do mnie. Po prostu nic go nie mogło powstrzymać – tak sam powiedział. Cudowny, kochany człowiek. Mój człowiek, jedyny na świecie. Tak wtedy myślałam i to mi nie przeszło do dzisiaj. Zapytałam, jak Agata zareagowała na niego. Roześmiał się i powiedział, że mam siostrę, która ma umysł dowódcy wojskowego i niczemu się nie dziwi. Ma też niezwykłą intuicję. No jakby inaczej, przecież miałam już tyle wyskoków, że Agata zdążyła się już do wielu rzeczy przyzwyczaić. Dla niej usłyszeć od obcego człowieka, że siostra miała wypadek, że potrzebuje rzeczy osobistych i że ten człowiek chce je zawieźć Bóg wie gdzie, to była normalka – bułka z masełkiem. W kilku zdaniach rozjaśnili sobie sytuację i było wszystko w porządku. Nie mogłam się nacieszyć wtedy Tadeuszem, bo przecież tak niewiele brakowało, bym już nigdy go nie ujrzała. Ten mój wypadek i jego przyjazd wyjaśnił mnie i jemu, jak się kochamy i jak wzajemnie nam na sobie zależy. Od tego też momentu postanowiliśmy być razem na dobre i na złe. Wiedzieliśmy, że to nie będzie proste, ale co w tym życiu jest proste? Na tym zakończę, a jak znajdę czas, to napisze ci dalszy ciąg.


Początek strony

Valid XHTML 1.0!

Wykonał: Hieronim Śliwiński dn. 25-05-2006