logo
Wróć na stronę główną

Strony:  1  -  2  -  3  -  4  -  5  -  6

PROZA

Szkice Ewy Baśnie Ewy Opowiedz Anno cz. I Opowiedz Anno cz. II Opowiedz Anno cz. III
Opowiedz Anno cz. IV
Opowiedz Anno cz. V Pamiętnik pacjenta Wspomnienia

LIST I

   Dzień dobry, a może raczej powinnam napisać; dobry wieczór, bo gdy piszę ten list, to już jest późny wieczór. Po przeczytaniu Twojego listu i serdecznej prośby bym listownie uzupełniła swoje Life Story, postanowiłam wygospodarować dla Ciebie trochę mojego czasu, tak jak Ty to czyniłeś, gdy byłam w szpitalu. Nie wiem czy kiedyś zdołam Ci się odwdzięczyć za to, że okazałeś mi tyle serdeczności. Może kiedyś będzie po temu okazja. Na razie jednak mogę powiedzieć jedynie; serdecznie Ci dziękuję Przyjacielu.
   Ja na razie wdrażam się na powrót w codzienność. Minął początkowy okres świętowania po moim powrocie ze szpitala i trzeba brać się do swoich obowiązków. Nie chcę przez to powiedzieć, że chciałabym, by to świętowanie trwało w nieskończoność – broń Boże. Jest to jednak bardzo miłe, gdy ludzie ci bliscy cieszą się serdecznie z tego, że jesteś pośród nich. To śmieszne, ale tak to lubię(chyba na zasadzie sprawdzenia, że to jest prawdziwe), że chętnie wyjeżdżałabym częściej w dalsze podróże, by po powrocie widzieć czystą radość mojej rodziny z tego, że jestem pośród nich obecna. No więc powróciłam i przez trzy dni mieszkałam ponownie u Agaty, by powoli wdrożyć się do normalności i mieć czas na załatwienie najważniejszych spraw.
   Agata, Jarek, Mariola i Tadek jak zawsze zadbali o to, by moje mieszkanie było utrzymane w jak najlepszym porządku. Niestety jak zawsze w tym przesadzili, bo musiało upłynąć trochę czasu, bym na nowo przestroiła je na własne potrzeby, czyli zrobiła w nim „nieład artystyczny”, co oni „porządnisie” nazywają mylnie bałaganem. Niestety, muszę to przyznać z bólem serca, że mój Jarek nie odziedziczył po mnie swoistego zamiłowania „naturalnego porządku”, lecz przybrał od Agaty styl „pod sznurek”. Mariola też nie wspierała mnie w tym względzie i chociaż wychowywała się bez matki, to jednak Tadeusz potrafił nauczyć ją zamiłowania do porządku. Ojej, tyle się rozpisałam o jakichś tam głupstwach, a tyle poważniejszych spraw jest do opisania.
   Na pewno zapytasz, kto to jest Mariola, bo nigdy Ci o niej nie opowiadałam. Otóż jest to moja przybrana córka, choć nie do końca, bo jest to córka Tadeusza, a Tadeusz to mężczyzna, z którym jestem związana uczuciowo od dobrych kilku lat. Jak już ci opowiadałam na naszym ostatnim spotkaniu, to podczas mojego wypadku, w którym potrącił mnie samochód, poznałam miłego Pana, który dużo mi wtedy pomógł. No cóż, na początku, pomna na nienajlepsze doświadczenia z mężczyznami i swoje położenie, nie chciałam nawet słyszeć o podtrzymywaniu tej znajomości. Tym bardziej, że pomimo tego, że był on dość przystojnym mężczyzną, to jednak o typie urody, który nie budził mojego entuzjazmu. Urzekła mnie jednak Mariola, która miała wtedy kilka latek i była prześlicznym i bardzo mądrym dzieckiem. Ona była…to trudno mi nawet dzisiaj określić. Nasuwa mi się jedno skojarzenie – była cudowna. Nigdy jeszcze do tamtej pory nie spotkałam takiego dziecka. Była po prostu urzekająca i nic w sumie nie robiąc wkradała się do serc. Było w niej coś tak niezwykle dobrego i miłego, że chciało się by był z tobą stale. W każdym razie ja tak ją odebrałam. Stał się po prostu cud, bo ona mnie również polubiła i od razu stałyśmy się sobie bliskie.
   Tadeusz chyba dostrzegł to, bo to mądry człowiek. Zauważył moją rezerwę w stosunku do niego, ale dostrzegł też możliwość zbliżenia się do mnie poprzez moją sympatię do Marioli. Taki przekładaniec. Zapytasz pewnie; Dlaczego mu na tym zależało? Sam mi później powiedział, że gdy ujrzał mnie po wypadku w szpitalnym łóżku z Mariolą, która do mnie podbiegła i przytuliła się, to zapadłam mu w serce. Sam też niezmiernie się zdziwił, tym faktem nie widział nigdy by Mariola tak z miejsca kogoś zaakceptowała. Raczej była nieufna i bardzo nieśmiała. Tak, że to go zastanowiło i spowodowało, że ten zapamiętany obraz budził w nim jakieś nowe uczucia. Jego sytuacja życiowa była bardzo dziwna i niecodzienna. Nie był ani wdowcem, ani rozwodnikiem, ani żonatym. Formalnie był jednak żonaty, tyle tylko, że jego żona tuż po porodzie Marioli zapadła w śpiączkę i już nigdy nie miała z niej wyjść. Tadeusz bardzo kochał żonę, tym bardziej, że byli młodym małżeństwem i Mariola miała być ich pierwszym i bardzo oczekiwanym dzieckiem. Choroba żony była dla niego tak strasznym ciosem, że przez dłuższy czas nie mógł dojść do siebie. Życie ma jednak swoje prawa. Pojawiło się na świecie dziecko, które potrzebowało jego opieki i to pomogło mu się pozbierać. Obowiązki przy dziecku i praca zaabsorbowały go bardzo i nie miał zbyt wiele czasu na rozczulanie się. Cały jednak czas, pomimo diagnozy lekarzy specjalistów, miał nadzieję, że żona wyjdzie z tego stanu. Często tez odwiedzał ją w specjalnym ośrodku, w którym przebywali ludzie w stanie śpiączki.
   Tak też żył przez dłuższy czas: dziecko, na które przelał całą swoją miłość, żona i praca. Dla siebie już nie chciał nic. Życie ma jednak swoje prawa i nawet największy ból kiedyś zelżeje i zabliźniają się nawet najgłębsze rany na duszy. To sama młodość i czas jest najlepszym lekarstwem. Tak było i z Tadeuszem. Nigdy nie zapomniał o swojej żonie i odwiedzał ją nadal regularnie, ale zaczął również powoli uświadamiać sobie, że lepiej by było dla dziecka, by on zmienił trochę tryb życia i powrócił do świata rzeczywistego, a nie żył jedynie wspomnieniami. Zresztą wielu przyjaciół starało się go do tego przekonać, początkowo jednak z bardzo miernym skutkiem. Jednak czas i „parcie życia” zrobiły swoje, a kroplą, która sprawiła, że Tadeusz na powrót zapragnął powrócić do życia byłam, jak się okazało, właśnie ja.
   Widząc jak Mariola się do mnie garnęła doszedł do wniosku, że jest jej potrzebna matka – żywa matka, która by ją przytuliła i pokochała. Sam również, choć z dużymi oporami, zaczął się zastanawiać, czy samotność to jest to, czego pragnie na resztę życia. Walka, jaką musiał stoczyć sam ze sobą była trudna i trwała dłuższy czas. Tadeusz kochał nadal swoją żonę i myśl o związaniu się z inną kobietą na początku wydawała mu się niegodziwa wobec żony. Czas jednak, jak już stwierdziłam, robił swoje i w miarę zabliźniania się ran na duszy, życie coraz bardziej domagało się swoich praw. Nie myśl, że ja również nie miałam oporów, by ponownie związać się z mężczyzną. Znając moją historię, możesz być pewien, że miałam i to duże. Czas jednak ze mną zrobił to samo co z Tadeuszem, czyli poddał erozji nasze mury i barykady, które odgradzały nas od świata, aż te w końcu malały coraz bardziej, by któregoś dnia runąć zupełnie.
   Wyobraź sobie ciemny, ponury pokój, w którym drzemie jeszcze noc. Nagle ktoś podnosi roletę i do pokoju wpada światło słonecznego poranka. Tak Tadeusz opisał mi kiedyś swoje uczucia, które towarzyszyły jego przemianie. Moje były prawie takie same. Tyle tylko, że moje przebudzenie się do życia nie było pierwsze i miałam już w tym niejaką wprawę. Tadeusz jednak przechodził to po raz pierwszy i jego walka była trudniejsza, a dylematy bardziej złożone. Szczególnie to, że on nigdy nie przestał kochać swojej żony, sprawiało, że to wyrywanie się jego serca na powrót do życia uważał za zdradę wobec niej. Szukał rozstrzygnięcia tego problemy u innych ludzi, u księży, nawet korespondował z jednym ze znanych etyków polskich. Różnie mu radzono. Życie jednak dokonało wyboru drogi za niego, bo powtórnie się zakochał i pewne dylematy jakby automatycznie zniknęły.
   Nie trzeba Ci chyba wykładać kawy na ławę, że tą nową miłością Tadeusza była moja skromna osoba. Przecieraliśmy jednak tę drogę do siebie przez kilka lat. Dwoje poranionych ludzi dążyło do siebie uparcie pokonując wiele wewnętrznych barier. Widzisz, tak się rozpisałam o Tadeuszu, że zapomniałam o zegarku, a tu już dawno po północy. No to szybko kończę ten list, bo jutro, a raczej już dziś też muszę jakoś żyć, a nie ziewać po kątach. Nie wiem kiedy, ale na pewno napiszę do Ciebie jeszcze, a na razie bądź zdrów.


Początek strony

Valid XHTML 1.0!

Wykonał: Hieronim Śliwiński dn. 16-11-2005