logo
Wróć na stronę główną

Strony:  1  -  2  -  3  -  4  -  5  -  6

PROZA

Szkice Ewy Baśnie Ewy Opowiedz Anno cz. I Opowiedz Anno cz. II
Opowiedz Anno cz. III
Opowiedz Anno cz. IV Opowiedz Anno cz. V Pamiętnik pacjenta Wspomnienia

DZIEŃ X (ciąg dalszy)

   - Rynek pracy dla mnie był nawet większy niż w moim miasteczku. Oczywiście trzeba było sobie od nowa wyrabiać markę, znajomości... Po prostu znaleźć w nim swoje miejsce. Wiele małych firm, sklepików a nawet osób indywidualnych zajmujących się jakąś działalnością gospodarczą potrzebowało usług, które mogłam zaoferować. Trzeba się było tylko zareklamować odpowiednio, zaopatrzyć w telefon i na brak pracy nie narzekałam. Po niedługim czasie stać mnie było nawet na zakup nowego komputera i zatrudnienie dziewczyny do jego obsługiwania. Tak, że w naszym mieszkaniu powstało małe biuro. Prowadziłyśmy we dwie rachunkowość kilku małych firm i sporej liczby osób prywatnych. Wykonywałyśmy również różne prace zlecone.
   - Dobrze. Nie narzekałam. Zawsze należałam i chyba należę w dalszym ciągu do osób aktywnych życiowo. Jestem w stanie sama stworzyć sobie miejsce pracy, nie muszę na nikogo w tym względzie liczyć. Oprócz ewidentnej korzyści materialnej miałam również z tej pracy korzyść innego rodzaju.
   - Człowieku, uczyłam się po prostu. Przepisywałam i opracowywałam na komputerze różne prace; magisterskie, zaliczeniowe, semestralne dla studentów a nawet książki i broszury. Nie przepisywałam ich mechanicznie, lecz również je analizowałam. Czasami nawet udawało mi się wyłapywać w nich jakieś błędy czy nieścisłości. Ja po prostu taka jestem, że nie potrafię robić czegoś mechanicznie, bez zaangażowania się w to co robię. Wymagało to ode mnie czasami zagłębiania się w temat przepisywanej właśnie pracy, jeśli coś obudziło moje wątpliwości. Myślałam też o moich przyszłych studiach i już teraz starałam się wyrobić w sobie pewne nawyki, które później mogłyby mi zdecydowanie ułatwić życie.
   - Moja twarz!!! No widzisz zanim zachorowałam psychicznie, to nie było dla mnie ważniejszej sprawy. Po przebytej chorobie jednak jakby zmieniła się we mnie hierarchia ważności niektórych spraw. Wiesz to nawet śmieszne, ale nie miałam się nawet kiedy nacieszyć tą moją nową - starą twarzą. Po prostu zmiana mojego wyglądu przeszła jakoś tak bez większych sensacji. Czasem było mi nawet żal, że sobie z tego powodu nie poświętowałam. Tyle było mojego święta, co przyniosła mi pierwsza część romansu z Juliuszem, a później brutalnie zaingerował Pan Los. Zawsze jakoś tak jest w moim życiu, że nie mam okazji nacieszyć się do syta szczęśliwymi dla mnie chwilami. Łapię tylko gdzieś w przelocie kilka chwil jakiejś małej satysfakcji i na tym koniec. Życie zaraz mi dokopsa, ot tak na wszelki wypadek, chyba żeby mi się w głowie nie przewróciło.
   - Agata w szybkim tempie przygotowywała się do matury. Zresztą dla niej to był przysłowiowy „pryszcz”, bo to zdolna bestia. Później w planach miała studia zaoczne.
- Jakby ci tu powiedzieć. I tak i nie. To znaczy od czasu do czasu ktoś zjawiał się w jej życiu. Ale myślę, że ona po prostu nie miała wtedy czasu na głębsze i dalekosiężne uczucie. Takiemu uczuciu trzeba poświęcić dużo czasu a ona go nie miała. Trudno mi jakoś sobie przypomnieć, by w tamtym okresie jakiś jej chłopak gościł w naszym mieszkaniu. Myślę, że ona po prostu czekała na coś większego i nie chciała się rozmieniać na drobne. Owszem umawiała się na randki, czasem wracała dość późno, ale jeszcze o przyzwoitej porze. Bywała na jakichś przyjęciach organizowanych przez jej firmę, ale chyba robiła tam tylko za hostessę. Zawsze była trochę skryta i trudno mi coś bliższego powiedzieć o jej życiu romansowo – erotycznym. Myślę z żalem, że wpływało na ten stan rzeczy również to, że zawsze do jakiegoś stopnia musiała mi matkować i po trosze zapomniała przy tym o sobie.
   - Zawsze była niezwykle atrakcyjną dziewczyną. Zgrabna, wysoka, długie włosy... po prostu modelka. Potrafiła się doskonale ubrać; to dość rzadki dar u kobiety. Umiała tak dobrać kolorystycznie kreację, że nawet tanie rzeczy w tym zestawieniu wyglądały jak z żurnala mód. Byłaby świetną projektantką mody, gdyby Bozia nie pokarała jej zamiłowaniem do liczb. Ona miała w głowie kalkulator i to pracujący na najwyższych obrotach. Lubiła ekonomię, księgowość, statystykę. Tam gdzie inni, na przykład ja, widzieli nudne cyfry, ona widziała całą historię firmy. Poza tym była obdarzona niezwykłą intuicją. Przez te swoje przyrodzone i nabyte cechy była niezwykle ceniona w swojej firmie. Niestety większość mężczyzn nie ceni w kobiecie inteligencji. Wolą te głupsze, ale przytulniejsze.
   - Nie ma się o co obrażać. Przecież tak jest. Nie lubicie się przecież czuć głupszymi od kobiet. A Agata jest niezwykle mądrą kobietą i to też był do czasu jej problem. Po prostu z wieloma chłopakami zrywała, bo nie mieli o czym ze sobą porozmawiać. Łóżko to nie wszystko, to na krótki dystans, a co później, gdy skończy się jego atrakcyjność? Zapada wtedy niezręczna cisza, bo partnerzy nie mają o czym ze sobą porozmawiać.
   - Wiem, wiem, ale to teoria. W życiu cudowna równowaga zdarza się, jak wiesz, niezmiernie rzadko. Nie zamierzam ci tu przedstawiać dokumentnie teorii związków damsko – męskich. Wiem jednak, bo spotkałam takie pary, że niekiedy partnerzy potrafią być dla siebie atrakcyjni aż do końca życia, bez względu na mijające lata. To cudowne, naprawdę cudowne.
   - Pewnie, że znalazła, a raczej los dla niej znalazł partnera, ale to było odrobinę później. Na razie życie płynęło nam bez większych wzlotów, ale upadków też w nim nie było. Pracowałyśmy, uczyłyśmy się... dzień płynął za dniem. Nadszedł czas matury Agaty. Tak jak wiedziałam z góry, zdała go śpiewająco. Ja też, pomimo problemów na początku nauki w nowej szkole, zaliczyłam rok bez większych sensacji. Później Agata zdała na studia zaoczne. I tu też poszło jej doskonale. Jak widzisz wiodło się nam dobrze, jakby zły los nas opuścił.
   - Co tak na mnie patrzysz? Aaa, czekasz, że za chwilę walnę ci jakąś sensację. Nic z tych rzeczy. Naprawdę na dość długi okres czasu zły los nas opuścił. Żyłyśmy spokojnie. Zrobiłyśmy sobie nawet mały wypad nad morze, by odreagować stresy szkolne. Przecież coś nam się też od życia należało. To były wspaniałe dwa tygodnie. Słońce, morze, piasek na plaży, taneczne wieczory.
   - Nie, jakoś „wypłowiałam” w tym względzie. Jeszcze do końca nie odreagowałam po Juliuszu. Na razie nie miałam zapotrzebowania na amory. Cieszyłam się po prostu wolnością i nikogo poza Agatą do tej radości nie potrzebowałam. Agata zresztą spotkała tam znajomych i ją też skąpo widywałam. Nie przeszkadzało mi to jednak. Nie jedzie się przecież na wczasy by opiekować się siostrą, która w dodatku tej opieki wcale nie potrzebuje.
   - Aj, ta gryząca ironia. Wcale nie byłam sama. Gdy tylko brałam wieczorem gitarę do ręki i zagrała kilka taktów, to od razu zjawiali się koledzy. To byli studenci z obozu, który nieopodal rozbili. Śpiewaliśmy sobie niekiedy do późnej nocy. Kilku z nich też grało i to świetnie. Nieraz jak się zgraliśmy to takie koncerty odchodziły, że przychodzili nas posłuchać ludzie z okolicznych pensjonatów.
   - Nie wiedziałeś? Bardzo lubię śpiewać. Po prostu kocham piosenki i ładne melodie. Nie zawsze są to te piosenki, ogólnie uznane za przeboje, ale mnie się podobają. Rzadko udaje mi się śpiewać dla innych, ale dla siebie śpiewam i nucę prawie cały czas.
   - Poczekaj. Przecież na tych wczasach udało nam się nawet zagrać w filmie.
   - A żebyś wiedział. Statystowałyśmy z kilkoma innymi dziewczynami i chłopakami do jednego filmu, który kręcono w okolicy. To takie dość tandetne melodramacisko, ale zagrałam. No, zagrałam to zbyt duże słowo. Ot, była taka scenka na plaży, jak to młodzi ludzie grają w siatkówkę. Mnie kamera zgarnęła jak lizałam piasek na plaży, bo akurat wyciągnęłam się jak długa by zebrać piłkę. Agata jednak chyba wpadła operatorowi w oko, bo kilka razy robił na nią najazd kamerą.
   - Pewnie, że byłam. W końcu jak do tej pory był to jedyny mój występ w filmie.
   - To były cudowne wakacje. Czułam się jakbym się odrodziła duchowo.
   - Nie, choroba dawała mi w tym czasie spokój. Tak, że mogłam całkiem spokojnie i normalnie żyć. Nie miałam żadnych głosów, dobrze spałam, miałam wspaniałe samopoczucie i w ogóle było dobrze. Zniknęło jak ręką odjął duszne uczucie, jakie towarzyszyło mi przez ostatnie kilka miesięcy. To było naprawdę ekstra. Gdy byłyśmy w Domu Dziecka to też kilka razy wyjeżdżałyśmy na kolonie organizowane dla nas przez różne firmy, ale to nie było nic atrakcyjnego. Zawsze czułyśmy się jakieś wyobcowane, inne. Tak chyba czuły się i inne dzieci. Później w naszym miasteczku mogłyśmy, zalatane, tylko pomarzyć o jakimś wypadzie za miasto. A jeśli nawet nam się udało wyjechać, to jedynie na jednodniową wycieczkę rowerową, bądź na pół dnia na grzyby. Tamtego lata intensywnie nadrabiałyśmy stracone lata, jak zresztą kiedyś marzyłyśmy sobie. Dnie na plaży, wieczory na parkiecie. Żyć nie umierać.
   - Czy lubię? Głupie pytanie. Ja uwielbiam tańczyć, to mój żywioł. Na parkiecie czuję się szczęśliwa. Gdy jeszcze mam dobrego partnera, który czuje rytm, to nic mi więcej nie potrzeba.
   - Tak by to wyglądało. Ach, te letnie romanse bez zobowiązań. Ale tyś się uparł. Najwyraźniej nie możesz sobie wyobrazić, że dziewczyna nie musi się dowartościowywać szukając przypadkowych miłostek.
   - Agata chyba też za tym nie tęskniła. Przyjechałyśmy tam wypocząć po bardzo trudnym okresie w naszym życiu i nie chciało nam się tracić czasu na coś, co i tak nie miałoby przyszłości. Szkoda nam było każdej chwili, bo wiedziałyśmy, że takie wczasy nieprędko nam się zdarzą powtórnie.
   - Jak już ci wspominałam rozpoczął się dla nas okres względnej spokojności i niewielkiej stabilizacji. Na nowym miejscu zaczęłyśmy powoli obrastać w nowe znajomości. Miałyśmy nowych przyjaciół. Było jednym słowem dobrze.
   - Radę dawałyśmy sobie znakomicie. Zresztą miałyśmy w tym niezłą zaprawę i byle co nie wytracało nas z równowagi. Finansowo też coraz lepiej nam się powodziło. Agata po skończeniu szkoły i zdaniu matury otrzymała podwyżkę i niewielki awans. Ja zaś miałam coraz więcej prac i to nieźle płatnych. Moja dwuosobowa firma miała pełne ręce roboty. Beata, która ze mną pracowała, to była świetną dziewczyna, choć bez specjalnego polotu. Odwalała jednak kawał dobrej roboty. Bez niej na pewno nie dałabym sobie rady. Niestety miała jeden feler.
   - Hmm. Ona po prostu lubiła chłopaków i kupę czasu poświęcała na umawianie się z nimi na randki. Czasem miałam z tym ubaw po pachy.
   - Czas szybko leciał. Minęło lato, nadeszła jesień, a później zima. Planowałyśmy z Agatą po świętach wypad w góry na narty. Los jednak zdarzył inaczej. Najpierw ja skręciłam nogę na śliskim chodniku i wyjazd musiałyśmy trochę przesunąć. Później zaś Agata dostała zapalenia wyrostka robaczkowego. Ten wyrostek, drobny szczegół anatomiczny, spowodował jednak ogromny przewrót w jej życiu, co do dziś jest powodem żartów w naszej rodzinie.
   - Jaki? Zakochała się. Po raz pierwszy i ostatni, tak się wydaje, zakochała się. Takie drobne zabiegi w szpitalach powierza się stażystom. No i właśnie taki jeden stażysta, bardzo przystojny, operował Agatę. Najwyraźniej bardzo mu się to spodobało, bo później już po operacji zaczął coraz częściej zaglądać do pokoju Agaty, by sprawdzać na okrągło czy szwy się dobrze goją. Gadu, gadu i wykluł się z tego romans. Zaczęli się regularnie spotykać. Najwyraźniej ona też była nim zainteresowana. Po raz pierwszy widziałam ja tak zaangażowaną. Odetchnęłam też z ulgą. Co prawda miała dopiero 22 lata i staropanieństwo jej jeszcze nie zagrażało, ale obawiałam się, że jak dłużej tak będzie, to może jej to wejść w krew. Miałam też obawy, czy to wieloletnie matkowanie mi, nie sprawiło, że zatraciła w sobie naturalny instynkt, jaki ma w sobie każda kobieta. Wszystko jednak zdawało się zmierzać w dobrym kierunku. Po raz pierwszy widziałam ją tak szczęśliwą i to mnie również cieszyło. Piotrek, bo tak miał na imię ten niedopieczony jeszcze lekarz, był wspaniałym facetem. Pochodził z biednej rodziny i tylko swoim zdolnościom i samozaparciu zawdzięczał, że skończył studia medyczne. Miał czworo rodzeństwa i rodzina nic nie mogła mu pomóc materialnie, ale on sobie sam dawał radę i jeszcze potrafił podesłać coś swoim bliskim. Był pierwszym chłopakiem, którego Agata oficjalnie mi przedstawiła, a to już samo znaczyło, że traktuje ten związek nadzwyczaj poważnie. Jak do tej pory żadnej swojej sympatii nie zaprosiła nigdy do naszego mieszkania; Piotrek był pierwszy. Któregoś wieczora już po dłuższej ich znajomości, zapytała mnie; czy Piotrek mógłby z nami zamieszkać. Okazało się, że mieszkał on kątem u starszych państwa, którzy okropnie utrudniali mu życie. Miała przy tym taką zabawnie zawstydzoną minę, że musiałam się roześmiać. Jakby nie wiem o co mnie prosiła. Ach ta moja siostrzyczka.
   - Pewnie, że się zgodziłam. A co myślałeś? Szczęście mojej siostry, to również moje szczęście i tak samo mi na nim zależało. Następnego dnia przyszli oboje i poprosili mnie oficjalnie o zgodę na zamieszkanie razem. To mnie śmieszyło, ale potraktowałam całą sprawę bardzo serio, bo Agata traktowała ją serio. Role nasze jakby się odwróciły, bo teraz to ja byłam jakby matką Agaty. Nie miałyśmy po prostu rodziców i nawzajem byłyśmy dla siebie ich namiastką. Następnego dnia Piotrek przeprowadził się do naszego mieszkania.
   - No, na dziś wystarczy tego dobrego.


Początek strony

Valid XHTML 1.0!

Wykonał: Hieronim Śliwiński dn. 10-10-2005