logo
Wróć na stronę główną

Strony:  1  -  2  -  3  -  4  -  5  -  6

PROZA

Szkice Ewy Baśnie Ewy Opowiedz Anno cz. I
Opowiedz Anno cz. II
Opowiedz Anno cz. III Opowiedz Anno cz. IV Opowiedz Anno cz. V Pamiętnik pacjenta Wspomnienia

- Wiele by o tym mówić jak się wtedy czułyśmy i co czułyśmy. Wiele rozmawiałyśmy później o tej niecodziennej wizycie i o tym człowieku. Zdarza się, że jeszcze dziś, po tylu latach wracamy pamięcią do tego wieczoru i zastanawiamy się, co by się stało gdybyśmy wtedy postąpiły inaczej. Ale tamten wieczór na pewno w jakimś stopniu zaważył na naszym dalszym życiu. Czasem tak jest, że jedna decyzja zmienia całe twoje życie. Dobra na dobre, zła na złe. Wtedy jednak było tu i teraz, a na refleksje czas przyszedł dopiero później.
  Siedziałyśmy obok tego człowieka, który niewątpliwie wyrządził ludziom wiele złego i było to jakieś nierealne, jakbyśmy uczestniczyły w kręceniu jakiegoś filmu. Nie wydawał nam się zły, pomimo tego, że zdawałyśmy sobie sprawę, kim był i co sobą reprezentował. Potrafił stworzyć wokół siebie atmosferę zaufania, spokoju i narzucić ton eleganckiej, grzecznej konwersacji. Pomimo tego, że treść rozmowy daleko odbiegała od spokoju i była pełna emocji. Przyglądałyśmy się mu również z ciekawością, bo w końcu nie na co dzień ma się okazję rozmawiać z Ojcem Chrzestnym mafii.
- No cóż mówiłam ci już o warunkach, które nam postawił. Musiałyśmy się zastanowić. Rozważyć wszystkie za i przeciw. Poczęstowałyśmy gości kawą i poszłyśmy do sąsiedniego pokoiku, by się naradzić. Miałyśmy w sumie do omówienia dwie opcje; albo przyjmiemy jego propozycję, albo też ją odrzucimy. Trzeciego wyjścia nie było. Gdybyśmy miały więcej czasu na zastanowienie i mogły się kogoś poradzić, to może wymyśliłybyśmy coś innego, a tak wybrałyśmy opcję diabła.
  Niestety wtedy byłyśmy w takiej sytuacji, że innego wyjścia nie widziałyśmy. Nie miałyśmy już życia w tym miasteczku. Jak niegdyś bardzo go lubiłyśmy, tak jak lubi się rodzinną miejscowość. Tak po ostatnich przeżyciach zbrzydło nam. Mieliśmy też gdzieś głęboko w sobie żal do jego mieszkańców, że tak pochopnie, na podstawie plotek nas odrzucili. Nie byłyśmy niczemu winne, a oni nas napiętnowali jak najgorsze. Było tym boleśniejsze, że przez wiele lat serdecznie wielu z nich lubiłyśmy. Oni zaś, w trudnej dla nas chwili, poszli po linii najmniejszego oporu. Pomimo, że nas znali od urodzenia i wiedzieli o nas prawie wszystko, dali posłuch bzdurnym plotkom i odsądzili nas od czci i wiary. Ta gorycz i poczucie zdrady.
- Tak, właśnie zdrady. Takie miałyśmy wtedy odczucie. Może irracjonalne, ale na pewno gorzkie. Tym bardziej, że przez jakiś czas byłyśmy powszechnie lubiane, akceptowane, adorowane. Może ten kontrast tak zadziałał, że czułyśmy się naprawdę podle. I właśnie to zaważyło na naszej decyzji, że postanowiłyśmy przyjąć propozycję Diabła.
- Czy żałuję? Na pewno tak. Dziś widzę inne wyjścia, ale wtedy byłyśmy młodsze, mniej doświadczone i bardziej emocjonalnie podchodziłyśmy do niektórych spraw. Dziś wiem, że nie można w życiu iść na skróty, że cena, którą trzeba później płacić jest wysoka. Mówię o cenie moralnej, o rozrachunku z samym sobą. Takie zbrukanie się, postępek wbrew swoim przekonaniom, nawet po latach odzywa się jak kac moralny. Wtedy jednak widziałyśmy jedynie to wyjście, nie zadałyśmy sobie trudu szukania innego.
  Postanowiłyśmy również na tej naradzie, że postaramy się wyciągnąć z Diabła jak najwięcej, by starczyło nam na rozpoczęcie życia gdzie indziej i na moją operację plastyczną. Jak to się mówi; „jak już się ubrudzisz to miej przynajmniej z tego jakąś korzyść”. Niezbyt to piękne, ale też z niezbyt pięknymi ludźmi miałyśmy do czynienia. Ludźmi, którzy przeliczali człowieka na pieniądze. Kto się nisko cenił, ten nie miał u nich uznania i szacunku.
- Krzywisz się? Krzywisz, krzywisz, znam cię. Tylko ciemno i nie widać. Pomyśl jednak; jakie miałyśmy inne wyjście? Musiałyśmy przecież kolejny raz zaczynać wszystko od początku, a przecież i ja potrzebowałam pieniędzy na moją operację, jeśli miała jakoś sensownie żyć. Dlaczego ten człowiek, który pozbawił nas wszystkiego nie miał za to zapłacić? Gdybyśmy go mogły wsadzić za kratki, to byłaby sprawiedliwość i miłe, ale to leżało daleko poza naszymi możliwościami. Co nam więc pozostało? Jedyną możliwą sprawiedliwością było, by zapłacił za szkody.
- Fakt, usprawiedliwiam się przed samą sobą i przed tobą, a jednocześnie przed innymi ludźmi, którzy byliby gotowi nas potępić.
- Nikt nie potępił, bo oprócz kilku zaufanych osób nikt o tym nie wiedział. Tobie pierwszemu o tym mówię. Po tylu latach może obejmie mnie przedawnienie. Mnie osobiści do podjęcia tej decyzji dopingowała świadomość, że nie ma innej możliwości zdobycia niezbędnych środków na przeprowadzenie mojej operacji. Okazało się, że niektóre osoby, które wcześniej złożyły datki na rzecz fundacji, zażądały ich zwrotu. Motywowały to tym, że nie będą sponsorować kogoś, kto tak źle się prowadzi, czyli mnie. Mówię ci; to mnie dobiło. Gdy to usłyszałam poczułam, że zwymiotuję. Dlatego też postanowiłam, że nie wezmę ani grosza z tych pieniędzy. Pani Natalia oczywiście protestowała, a nawet się rozpłakała z nerwów, ale ja byłam w tej sprawie nieugięta. Dlatego też byłam za przyjęciem propozycji Diabła.
- Same się nad tym zastanawiałyśmy, ale dopiero pod koniec jego wizyty wyrwało mi się to pytanie. Dlaczego? Ale wróćmy do spotkania. Gdy wróciłyśmy po naradzie do pokoju gościnnego nasi goście siedzieli tak jak ich zostawiłyśmy. Diabeł spojrzał na nas z pytaniem wypisanym na twarzy. Agata powiedziała, że w zasadzie propozycję jego przyjmujemy jest jednak kilka kwestii do omówienia. Tu wymieniła; wysokość rekompensaty i termin naszego wyjazdu z miasteczka. Diabeł przyjął to oświadczenie lekkim skinieniem głowy i poprosił o konkretne propozycje. Agata wymieniła żądaną przez nas sumę i wymieniła termin; luty następnego roku. Termin naszego wyjazdu był uwarunkowany załatwieniem sobie mieszkania w innym mieście i naszą nauką w szkole. Diabeł na termin się zgodził, choć z widocznymi oporami. Natomiast kwota rekompensaty trochę go „wzruszyła”. Sprawiał wrażenie lekko zdziwionego a zarazem rozbawionego. Jakbyśmy mu opowiedziały jakiś sprośny dowcip. Świadomie zawyżyłyśmy kwotę, by było z czego ustąpić w trakcie negocjacji.
  Po dość długich targach wynegocjowałyśmy sumę, która nie w pełni rekompensowała nasze straty, ale przynajmniej dawała nam możliwość zagospodarowania się na nowym miejscu. Trzeba przecież było myśleć o tym, że jeśli nawet dokonamy sprzedaży naszego mieszkania, czy zamiany to i tak trzeba będzie zapłacić duże odstępne. Gdy już wszystkie sprawy uzgodniliśmy Diabeł zaproponował Agacie posadę głównej księgowej u siebie. Oczywiście żartował, ale było też w tym żarcie trochę uznania dla niej.
- I zapytałam. Gdy w trakcie negocjacji albo jak wolisz targów Diabeł upierał się przy skandalicznie niskiej kwocie, zapytałam go z głupia frant; czy ma dzieci? Diabeł się napuszył i powiedział, że ma dwoje dzieci; syna i córkę. Najwyraźniej bardzo był z tego dumny. Zapytałam go; czy kocha córkę? Spoważniał i odpowiedział twierdząco. Pytałam dalej; czy jest ładna? Uśmiechnął się i po raz pierwszy zdawał się wypaść z roli i stać się zwykłym ojcem. Skinął twierdząco głową. Spytałam więc; czy chciałby by jego córka wyglądała tak jak ja? Momentalnie spoważniał i się zamyślił. Po chwili uważnie mi się przyjrzał i znów popadł w zamyślenie. Czekałyśmy. Po dłuższym milczeniu wymienił dużo większą kwotę rekompensaty, na tyle przyzwoitą, że mogłyśmy się na nią zgodzić. Jeszcze raz mi się przyjrzał i stwierdził, że dołoży jeszcze brakującą sumę na mój zabieg jak obiecał. Omówiliśmy jeszcze kwestię, w jakiej formie zostaną przekazane pieniądze, by nie wzbudzić niczyich podejrzeń i Diabeł zaczął się zbierać do wyjścia. Na odchodnym odwrócił się jeszcze, obrzucił nas wszystkie spojrzeniem i powiedział z uśmiechem; - Jesteście wspaniałe dziewczyny, szkoda że tak się stało. Niech wam się wiedzie. Czy coś w tym stylu. I wyszedł.
  Po jego wyjściu opadłyśmy na fotele jak niedopieczone naleśniki. Czułyśmy się jak coś wymiętoszonego przez kota i porzuconego. Jeszcze nie do końca zdawałyśmy sobie sprawę, że to co zrobiłyśmy było, lekko mówiąc, brzydkie. Jak już ci mówiła jeszcze do dziś odbija mi się to czkawką, ale cóż, co było tego się już nie naprawi.
- Jak żyłyśmy dalej. Spokojnie. Jak ręką odjął skończyły się wszystkie ekscesy pod naszymi drzwiami. Nikt nas nie zaczepiał ani nie napadał. Pierwszy raz od dłuższego czasu poczułyśmy się w miarę bezpiecznie.
- Owszem, zgodnie z umowa poszłam zaraz następnego dnia na Komendę i wycofałam oskarżenie. Nie obyło się bez oporów, ale ja byłam uparta i to do tego stopnia, że skąd inąd miłego oficera, który prowadził to śledztwo, mało szlag nie trafił. Nie dziwiłam mu się. Tyle się natrudził, a tu wszystko diabli wzięli i musi bandziora wypuścić. Też bym była zła. Mnie też nie było miło, że ten gnojek będzie bez kary, ale umowa to umowa, bez względu na to, z kim się ją zawiera. Tym bardziej, że gdybyśmy nie dotrzymały jej warunków, to znając tę bandę, nie miałybyśmy być może już żadnej przyszłości.
- Wiedziałyśmy, że mamy mało czasu na załatwienie niezbędnych spraw. Pierwsza rzecz to sprawa zamiany bądź sprzedaży starego mieszkania i kupna nowego mieszkania. Praca to też był problem. Trzeba też było poczynić starania odnośnie mojej operacji. A tu jeszcze okazało się, że Ala się zakochała.
- Nie, to nie był problem z gatunku ciężkich i dramatycznych. Był raczej dla nas, po ostatnich naszych przeżyciach, powrotem do normalności. To było naprawdę świetne jak w komedii romantycznej. Naprawdę miło było patrzeć jak ona to przeżywała i kibicować jej uczuciom. Już ci opowiadałam, że jej szef się w niej podkochiwał. Ona jednak żyjąc naszymi problemami zupełnie tego nie dostrzegała. Dopiero, gdy atmosfera wokół nas zelżała, zaczęła dostrzegać coś więcej wokół siebie. A gdy otrzymała od niego zaproszenie na Andrzejki trochę przejrzała na oczy. Zresztą po trosze uświadomiła ją jej koleżanka z pracy. One lubią taką zabawę w swatanie. Szczególnie starsze panie w tym celują.
  Miałyśmy, jak to się mówi; ubaw po pachy. W mieszkaniu była rewia mody. Każda kobieta ma problem; co na siebie włożyć na taka czy inną imprezę. Chce wyglądać jak najatrakcyjniej, najpiękniej, najoryginalniej... My też nie byłyśmy od tej słabości wolne. Ala jednak tak chciała zabłysnąć w wielkim świecie, bo ta impreza odbywała się w renomowanym lokalu, że całkiem zbzikowała. Przejrzała wszystkie swoje rzeczy, a później dobrała się do rzeczy Agaty i do moich. Wreszcie nie mogąc się na nic zdecydować, poprosiła nas o pomoc i wspólnie skomponowałyśmy naprawdę coś ślicznego. Pod wieczór w Andrzejki nareszcie oficjalnie poznałyśmy szefa Ali; Krystiana, bo tak miał na imię. Wydał nam się całkiem do rzeczy. Sympatyczny, przystojny, dowcipny mężczyzna pod trzydziestkę. Po tym jak był zapatrzony w Alę widać było, że jest naprawdę zaangażowany uczuciowo. Ali zawsze życzyliśmy jak najlepiej, bo była świetną dziewczyną - była naszą siostrą z wyboru. Gdy wyszli razem zrobiło nam się jednak odrobinę smutno.
- Wiesz jak to jest. Gdy do czegoś, czy do kogoś się przyzwyczaisz, gdy stanowi on cząstkę twojego życia, to przykro, gdy ktoś ci tego człowieka zabiera. Gdy zaczyna iść on własną drogą już poza tobą, gdy ty schodzisz na plan dalszy. Tak chyba reagują wszyscy rodzice, gdy ich dzieci się usamodzielniają. Jest to jednak nieuniknione. Ala była młodą atrakcyjną kobietą i dziwnym by było gdyby nie zapragnęła ułożyć sobie życia. Więc tak po trosze było nam smutno, ale również cieszyłyśmy się, że znalazła sobie kogoś, z kim być może zwiąże swoje losy. Była przecież sierotą i oprócz nas nie miała nikogo na świecie.
- Miała dalsza rodzinę, ale ta nie dawała znaku życie, pomimo tego, że Ala wielokrotnie do nich pisała. W końcu zaprzestała pisać, bo gdy cię nie chcą, to daremnie się narzucać.
- My?! Ja na pewno nie mogłam pójść na żadną zabawę, bo przecież miałam taką twarz, że mogłam bez maski straszyć w Halloween. Agata zaś miała propozycje zabawy, o których wiedziałam skąd inąd, bo sama się nie przyznała, ale została ze mną. Kochana siostrzyczka. Miałyśmy butelkę dobrego wina, miałyśmy muzykę i to nam musiało wystarczyć. Czekałyśmy na Alę, by usłyszeć wieści o jej podboju miłosnym, ale usnęłyśmy. Obudziła nas gdzieś o czwartej nad ranem. Mówię ci promieniała i musiała się komuś zwierzyć. Bo jak stwierdziła chyba by wybuchła jak bomba od nagromadzonych emocji. Do rana opowiadała i jeszcze raz przeżywała i przetrawiała swoje doznania z tej imprezy, a my razem z nią oczywiście. Musiałyśmy wysłuchać szczegółowego opisu sali, oceny orkiestry i znajomych Krystiana, jakie tańce tańczyli i wszystkiego, wszystkie w najdrobniejszych szczegółach. Ala pierwszy raz była na tak ekskluzywnej zabawie i wszystko ją zachwycało, oprócz kilkorga ludzi, którzy jej się najwyraźniej nie spodobali. Większość tego opowiadania była jednak poświęcona Krystianowi. Jego imię odmieniała przez wszystkie przypadki i czasy. Byli już po bruderszafcie i przeszli na ty. Ala na lekkim rauszu popisywała się niezwykłą elokwencją, tak że w końcu musiałyśmy ją nieomalże na siłę wsadzić do łóżka. Cóż zakochała się dziewczyna. Kładąc się ponownie do łóżek zastanawiałyśmy się z Agatą, czy my również będziemy tak szaleć jak się zakochamy naprawdę. Życie pokazało, że świrowałam jeszcze bardziej, ale na swój sposób. Każdy ma odmiennego hysia, gdy jest zakochany.
- Fakt miałyśmy już swoje lata i przeżyłyśmy stany zauroczenia tym czy innym chłopakiem, ale naprawdę nie zakochałyśmy się jeszcze. Jak to się mówi; chodziłyśmy z chłopakami, ale jakoś nie mogłyśmy się głębiej zaangażować. Chyba po prostu ich nie kochałyśmy. Bawiłyśmy się na zabawach i dyskotekach, tam zawsze można było kogoś poznać, potańczyć, ale na dłuższą metę te związki się nie sprawdzały. Wiesz przecież, że chłopcy chcą najczęściej jedynie jednego; „poużywać” dziewczyny, by później rzucić ją jak stare rękawiczki. Znałam dziewczyny, które to lubiły; takie związki bez zobowiązań. Nie była to jednak miłość, lecz czysta chuć. A to ani mnie ani Agacie nie odpowiadało.
  Kilka z tych dziewcząt zaszło w niechcianą ciążę, kilka poddało się zabiegowi aborcji, wreszcie kilka z nich „musiało” wyjść za mąż. Bez sensu. Nam to nie odpowiadało; chciałyśmy czegoś więcej od życia. Jeszcze będąc w Domu Dziecka marzyłyśmy czasem o przyszłym życiu. Nie musiałyśmy jednak szukać daleko wzorców; chciałyśmy obydwie z Agatą mieć taki dom, jaki stworzyli nasi rodzice. Taki dom gdzie nieszczęścia i smutki dzielą się przez dwa a radości mnożą się przez dwa. Taki dom gdzie wszyscy są sobie równi a rodzice są tylko równiejsi. Jednym słowem ciepły, szczęśliwy dom, do którego wraca się ze świata jak do bezpiecznego azylu. Wierzyłyśmy, że taki dom potrafimy stworzyć, trzeba tylko znaleźć partnera, z którym można go zbudować. Takiego wyboru nie dokonuje rozum, takiego wyboru dokonuje serce, intuicja i „zew natury”. Nierzadko w sprawach sercowych ogromną rolę odgrywa przypadek, traf, o czym na swojej skórze przekonała się Agata, ale to już inna historia. Właśnie ona z nas dwóch urzeczywistniła swoje marzenia, chociaż również nie do końca. Mnie nigdy nie było dane nawet spróbować budowy takiego wymarzonego domu. Życie tak mi się potoczyło, że te dziecięce marzenia mogłam sobie włożyć między bajki. - No dość na dziś tych zwierzeń. Cześć. Idę do łóżeczka kurować swoje przeziębienie.


Początek strony

Valid XHTML 1.0!

Wykonał: Hieronim Śliwiński dn. 02-05-2005