logo
Wróć na stronę główną

Strony:  1  -  2  -  3

HISTORIA

Historia Szpitala w Branicach Życie biskupa Józefa Nathana
O metodach leczenia, lekarzach i ludziach chorych
Zarys historii Branic

Brakuje źródeł dokumentujących metody leczenia w branickim szpitalu w okresie przed II wojną światową. Można się domyślać, że stosowano wszelkie dostępne wówczas środki farmakologiczne jak paraldehyd, wodnik chloralu, pochodne barbituranów czy preparaty bromu. Zapewne w użyciu były elektrowstrząsy, jako że metoda ta wprowadzona do lecznictwa psychiatrycznego w 1936r, była skuteczna i szybko się rozpowszechniała.
Branice zaś słynęły z podchwytywania nowinek terapeutycznych i dbały o wysoki poziom naukowy, o czym świadczy choćby wybudowanie w latach 1932 - 34 budynku z przeznaczeniem na laboratorium naukowych badań anatomopatologicznych i mikrobiologii. Na pewno musiał istnieć na wyposażeniu szpitala aparat do EW, gdyż terapię elektrowstrząsową stosowano w Branicach na szeroką skalę w latach tuż powojennych. Raczej nie było leczenia śpiączkami insulinowymi, gdyż metoda ta została wprowadzona w Niemczech dopiero w 1937r. przez Księża Józef i Alojzy Nathanowie z siostrami zakonnymi - rok 1916 Ederlego i była mało znana i technicznie kłopotliwa.
Wątpliwe, by w tamtych czasach stosowano u przewlekle chorych schizofreników zabiegi psychochirurgiczne, tzw. lobotomię przedczołową. Chociaż w starych historiach chorób były zapiski na ten temat, lecz dotyczyły one raczej okresu przypadającego na pierwsze dziesięciolecie powojenne, gdy ta metoda leczenia przeżywała swój największy rozwój.
Wiadomo na pewno to, że w leczeniu chorób psychicznych kładziono nacisk na zapewnienie maksymalnego, jak na owe czasy, komfortu (przestronne budynki szpitalne, pomieszczenia z doskonałym oświetleniem, ogrzewanie z centralnej kotłowni, bieżąca woda ciepła i zimna, wzorowo zaplanowane i wykonane węzły sanitarne, łazienki). Duże znaczenie przywiązywano do estetyki pomieszczeń i całej infrastruktury. Architektura budynków (tych, których po wojnie nie zmieniono przeróbkami lub dobudówkami) urzeka pięknem i harmonią, wszystko tonęło w zieleni, precyzyjnie rozplanowano ogródki wokół pawilonów, a park szpitalny musiał być zaprojektowany i urządzony przez nie lada znawcę. Do dnia dzisiejszego widać, z jakim pietyzmem i znawstwem przedmiotu sadzono drzewa i ozdobne krzewy.
Trudno nie zachwycić się widokiem krużganków Pawilonu J, bryła i kształt dachu Pawilonu C nie mają sobie równych i nawet płot wokół szpitala zadziwia estetyką kowalsko - murarskiej roboty. Wnętrze szpitalnej bazyliki ze wspaniałą mozaiką przedstawiającą Świętą Rodzinę, bogatą metaloplastyką krat i kandelabrów oraz niezwykłymi witrażami przedstawiającymi Drogę Krzyżową nie tylko przybliża ku sacrum, ale i leczy skołatane dusze.
To, że w szczególny sposób dbano o strawę duchową chorych psychicznie nie dziwi w szpitalu ufundowanym i prowadzonym przez katolickiego księdza. Jednakże w tymże szpitalu również odrębną opieką duszpasterską objęci byli protestanci i wyznawcy religii mojżeszowej, a biskup Nathan opłacał pastora i rabina (co wiemy z przekazów historycznych). Świadczy to o głębokim poszanowaniu godności każdego chorego, niezależnie od jego pochodzenia czy wyznania i był to szczególny rys w podejściu do chorych psychicznie, niekoniecznie oczywisty w czasach pogardy, butnej wyższości i ideologii "życia niegodnego życia" w III Rzeszy.

Na szeroką skalę stosowano terapię pracą, pacjenci szpitala byli zatrudniani w szpitalnym gospodarstwie rolnym, ogrodach i warsztatach. Czy istniał przed wojną jakiś rodzaj artoterapii? Na ten temat niewiele wiadomo. Nie przetrwały do czasów powojennych wytwory tej działalności. Mogło to być jednak spowodowane tym, że szpital uległ bardzo dużym zniszczeniom podczas działań wojennych. Prawdziwy rozwój tej formy leczenia Współpracownicy prałata Nathana -  rok 1928 przypada już na czasy powojenne.
Pierwszym zatrudnionym po wojnie lekarzem był doktor Wojciech Mokrski, potem przybyli jeszcze doktor Józef Wilczek (od listopada 1945r dyrektor szpitala) oraz doktor Maria Kamza. Szpital szybko zapełniał się pacjentami, było ich 662 na koniec 1949r, 1000 na koniec 1951r., co wiązało się z tzw. "transportami" chorych psychicznie przybywającymi z przepełnionych szpitali w Centralnej Polsce, ale także dawnych wschodnich terenów Polski m.in. lwowskiego Kulparkowa. Ilość pacjentów przebywających w Branicach systematycznie rosła aż do 1965r., kiedy to wynosiła 2169. Do 1970r. liczba pacjentów przekraczała 2000, potem zaczęła systematycznie spadać. Powoli wzrastała też liczba zatrudnionych lekarzy (3 w 1950r, 12 w 1960r.), by osiągnąć swój "szczyt" w 1975r. (27 lekarzy w tym 13 ze specjalizacją z psychiatrii).
W tym czasie w skład szpitala wchodziło dziesięć oddziałów ogólnopsychiatrycznych tzw. "oddziałów świeżych przyjęć", osiem oddziałów dla przewlekle chorych (w miejscowościach Branice - Zamek, Dzbańce, Boboluszki), oddział neurologiczny, internistyczny ze stanowiskami intensywnego nadzoru, oddział podsądny, oddział odwykowego leczenia alkoholików, dwa oddziały dla chorych psychicznie z równoczesnym zakażeniem gruźlicą oraz powstałe w 1967r Sanatorium Neuropsychiatryczne w Bliszczycach i Oddział Opieki Domowej. Te dwa ostatnie wymagają objaśnienia.

Oddział w Bliszczycach był ewenementem w skali kraju; przeznaczony był dla młodych chłopców (pod koniec działalności przyjmował też dziewczęta) cierpiących na padaczkę. Składał się z internatu oraz szkoły ogrodniczej, w której chorzy odbywali dwuletnią naukę. Poza leczeniem farmakologicznym rozbudowany był w nim system terapii zajęciowej, a przede wszystkim terapii ruchem. Młodzi ludzie uprawiali gimnastykę, grali w tenis, piłkę nożną i inne gry zespołowe; często po raz pierwszy w życiu, gdyż z racji swego schorzenia odsuwani byli dotychczas od aktywności ruchowej. Była to prawdziwa "szkoła życia" a dla wielu start do dalszej nauki.

Oddział Opieki Domowej powstał w latach 60-tych i był kontynuacją tradycji istniejącej jeszcze przed wojną. Pacjenci szpitalni, z mniej zaawansowanymi objawami chorobowymi, zamieszkiwali w obcych rodzinach na zasadzie domowników. Szpital zapewniał symboliczną sumę na utrzymanie chorego oraz niewielkie kieszonkowe, a także opiekę lekarską i pielęgniarską w postaci comiesięcznych wizyt. Chorzy wykonywali na ogół prace jak pozostali członkowie rodziny, w które prze-bywali (np. pomoc w gospodarstwie, w pracach na polu, opieką nad dziećmi itp.), a opiekunowie mieli dbać o ich wszystkie potrzeby. Opiekunami byli często pracownicy szpitala, ale nie tylko, wielu z nich rekrutowało się spośród rolników ze wsi wokół Branic. Trudno nie zauważyć olbrzymiej roli, jaką na przestrzeni lat odegrała ta forma leczenia i rehabilitacji. Była to prawdziwa edukacja społeczeństwa w rozumieniu chorych psychicznie i tolerancji dla "inności". Najlepiej świadczy o tym fakt, że chociaż oddział przestał istnieć w latach 80-tych, gdyż szpital zaprzestał finansowania opiekunów, a także chorych, to wielu z nich pozostało w "swoich rodzinach" do końca swych dni.


Początek strony

Wykonał: Hieronim Śliwiński dn. 21-06-2005