Często słyszy się w różnych audycjach, szczególnie motoryzacyjnych, że
kierowcy powinni mieć „ograniczone zaufanie” do współużytkowników dróg. Czyli do
innych kierowców, motocyklistów, rowerzystów, no i oczywiście do pieszych.
Zaufanie - czym ono jest? Czym jest np. zaufanie człowieka do człowieka?
Samo słowo wg Słownika Języka Polskiego PWN znaczy; „przeświadczenie, że można
polegać na danej osobie”.
Rzadko mamy okazję, by zastanowić się nad rolą,
jaką zaufanie pełni w naszym życiu. Chyba, że przeżyliśmy małe „trzęsienie
ziemi”, w którym zaufanie odgrywało ważną rolę. O tym, że warto jednak czasem
nad pewnymi sprawami się zastanowić i jak ważną rolę pełni zaufanie w życiu
każdego z nas, niech świadczy fakt, że nie ma chyba człowieka, który by nie
ucierpiał z powodu zaufania. Czy sam zawiódł czyjeś zaufanie, czy też ktoś
zawiódł jego zaufanie. Jeśli zrobimy retrospektywny przegląd naszego życia, to
na pewno znajdziemy w nim te fakty. Przez całe życie człowieka, od dzieciństwa
do późnej starości zaufanie jest w nim obecne. Postanowiliśmy, oczywiście w
ogromnym skrócie, przyjrzeć się temu zagadnieniu. Prosimy też o wybaczenie,
jeśli te wywody będą miały luki i w pełni nie oddadzą Państwa przeświadczenia o
tym, czym jest zaufanie. Każdy człowiek ma swój indywidualny obraz świata, który
wcale nie musi się pokrywać z widzeniem innych ludzi, więc na pewno czytając te
wywody wzbogacicie je Państwo o własne przemyślenia.
Jak długo istnieje ludzkość, tak długo funkcjonuje zaufanie. Po prostu
człowiek jest zwierzęciem stadnym, a stado, horda, plemię czy inne skupiska
ludzi spojone były na zasadzie wzajemnego zaufania. Człowiek, który dopuścił się
np. czynu niegodnego i utracił zaufanie współplemieńców był z grupy usuwany i
jeśli nie udało mu się dołączyć do innej grupy, to najczęściej ginął. Zaufanie
było na wagę przeżycia. Władzę w grupie sprawowały osoby, do których społeczność
miała największe zaufanie. Najczęściej były to osoby, które zapewniały grupie
spójność i przetrwanie. Czasami jednak takiemu kacykowi woda sodowa uderzała do
głowy i zaczynał stawiać swoje interesy ponad interesy grupy, przez co tracił
zaufanie społeczności, co niejednokrotnie źle się dla niego kończyło. Cała
zresztą historia ludzkości wybrukowana jest głowami różnego autoramentu
„kacyków”, którzy zawiedli zaufanie współrodaków.
W społeczeństwie po dzień
dzisiejszy funkcjonuje pojęcie „człowiek zaufania publicznego”. Do ludzi
objętych tym mianem zalicza się najczęściej; lekarzy, sędziów, nauczycieli,
policjantów, osoby duchowne, żołnierzy i innych. Nadal są to osoby, od których w
dużym stopniu zależy prawidłowe funkcjonowanie społeczeństwa. Niestety to
określenie wiele w ostatnich czasach utraciło ze swojego pierwotnego znaczenia w
oczach społeczeństwa, a to wskutek szerzącej się korupcji i nadużyć. Mamy np.
bardzo małe zaufanie do polityków, co jest tym dziwniejsze, że przecież my sami,
poprzez udział w wyborach, powierzamy im mandat społecznego zaufania. Kogóż w
końcu możemy obdarzyć zaufaniem, jeśli nie osobę, której powierzamy mandat
radnego, posła, senatora, prezydenta. Tym osobom udzielamy ogromnego kredytu
zaufania, licząc na to, że się z niego wypłacą mądrym zarządzaniem gminą,
powiatem, województwem i całym krajem. Niestety nasza rzeczywistość pokazuje, że
jedynie nieliczni ten kredyt społeczeństwu spłacają.
W kontaktach pomiędzy
ludźmi zaufanie ma wiele twarzy, ale łączy je jeden aspekt, którym jest prawda.
Nie zbuduje się zaufania na kłamstwie, to pewne. Wyrasta ono również na
przeświadczeniu o dobrych intencjach osoby, którą obdarzamy zaufaniem. W grę
wchodzą również inne cechy, których doszukujemy się u osób, które darzymy
zaufaniem. Może to być; przyjaźń, miłość, solidność, dobroć... Nie darmo
pierwszą zasadą wszystkich hochsztaplerów jest wzbudzić w przyszłej ofierze
ufność.
W wielu wypadkach oprócz tego zaufania międzyludzkiego, mamy również
zaufanie do niektórych osób z racji pełnionych przez nie funkcji, o czym już
wspominaliśmy. Mamy zaufanie; do lekarza, że nas wyleczy, do kierowcy autobusu,
że dojedziemy cali i zdrowi na miejsce, do policjanta, że będzie dbał o nasze
bezpieczeństwo itd. itp. Niestety często się zdarza, że życie weryfikuje tę
naszą ufność, w sposób nieraz bardzo dla nas bolesny.
Jak już wspominaliśmy
pojęcie zaufania towarzyszy nam przez całe nasze życie. A rozpoczyna się od
zaufania rodzica do dziecka i odwrotnie, zaufania dziecka do rodzica. Małe
dziecko jest dla rodziców osobą „ograniczonego zaufania” i wymaga nieustannego
nadzoru nad swoimi poczynaniami. Wraz z dorastaniem dziecko ma u rodziców coraz
większy kredyt zaufania. Chyba, że swoimi uczynkami samo to zaufanie ogranicza.
Jeśli jednak nie popełnia jakichś drastycznych ekstrawagancji, to wtedy to
zaufanie nieustannie rośnie, co przekłada się na mniejszą kuratelę rodzica nad
poczynaniami dziecka. Gdy dziecko osiąga wiek młodzieńczy, to już wtedy zaczyna
się dla młodego człowieka okres budowania zaufania nie tylko wewnątrz rodziny,
ale również w szkole i środowisku.
Czas dorastania to jednak trudny okres w
życiu młodego człowieka, nierzadko nazywany „wariackimi latami”. Nietrudno w tym
okresie życia o jakiś głupi wybryk. Wielu jest ludzi, którzy właśnie w tym
okresie swojego życia popełnili czyn, który kładł się cieniem na całym ich
późniejszym życiu. Zawiedli wtedy społeczne zaufanie i ten fakt zostaje
zapamiętany. To może śmieszne porównanie, ale zaufanie można porównać do nowych
spodni. Gdy popełniamy zły czyn i tracimy zaufanie ludzi, to ukazuje się w nich
wydarta dziura. Potem długimi latami przykładnego życia taki człowiek stara się
tę dziurę mozolnie załatać, ale łatę widać do końca życia. Im czyn był, w
zrozumieniu społecznym, bardziej naganny, tym dziura większa i trudniej ją
załatać. Czasem w ogóle się to nie udaje w rodzimym środowisku i taki człowiek
musi wyjechać, by gdzieś pośród innych ludzi na nowo otrzymać kredyt
zaufania.
Przypuśćmy jednak, że na progu dorosłości stajemy z nienaruszonym
kapitałem zaufania. Przychodzi czas na podjęcie pracy, założenie rodziny,
karierę... i znowu w każdym z tych elementów poczesne miejsce zajmuje zaufanie.
Nie zbudujemy trwałej rodziny, jeśli nie będzie w naszym związku trwałego
zaufania. Nie otrzymamy pracy, jeśli pracodawca nie obdarzy nas zaufaniem. Nie
zrobimy kariery zawodowej, jeśli nie zbudujemy w miejscu pracy zaufania. Jeśli
nie będziemy mieli zaufania u przełożonego, to ten nie powierzy nam
odpowiedzialnych zadań. Będziemy jedynie zbierać resztki po innych, a droga
awansu będzie przed nami zamknięta.
Zanim podejmiemy pracę zostaniemy nieźle
„prześwietleni”. Im praca odpowiedzialniejsza, tym prześwietlanie bardziej
szczegółowe. Jednym z tych elementów będzie na pewno opinia z ostatniego miejsca
pracy, a nawet środowiskowa. Pracodawca spróbuje się dowiedzieć czy kandydatowi
można naprawdę zaufać. Na pewno na castingu padnie pytanie o osiągnięcia
zawodowe, stosunki rodzinne, karalność itd. Jeśli przebrniemy pozytywnie ten
test życiowy to mamy szansę otrzymać pracę, ale dopiero pracowitością i
osiągnięciami wyrobimy sobie „markę”, która może zaowocować większym zaufaniem,
a nawet awansem czy bardziej atrakcyjną pracą.
Tak w zasadzie powinno być,
ale często tak się dzieje, że o awansie nie decydują walory osobiste, lecz
koneksje, znajomości, układy, ale to już inna historia. Przypuśćmy jednak, że
pracownik swoimi walorami w pracy zyskuje szacunek i zaufanie przełożonych i
awansuje. Zdarzyło mu się jednak popełnić błąd np. „zaszarżował” i naraził firmę
na straty. Jeśli straty były duże, zostaje on ukarany dymisją ze stanowiska. W
tym momencie w zasadzie jest już w tej firmie skończony. Utrata zaufania jest
dla niego równoznaczna z zamknięciem na przyszłość drogi do awansu. Na pewno już
nikt nie zaryzykuje i nie powierzy mu powtórnie porównywalnego stanowiska.
Nawet, jeśli zmieni pracę to „smród” pójdzie za nim i miną lata ciężkiej pracy
okraszonej sukcesami nim znów będzie mógł awansować. Co prawda kursuje
powiedzonko, że „jeden bity wart dwóch nie bitych”, ale rzadko, który pracodawca
lubi ryzykować i w pełni zaufać „przegranemu”. Przykład policjanta, który po 20
latach nienagannej służby wziął łapówkę i został złapany. Popełnił oczywiści
czyn karalny, ale przede wszystkim utracił społeczne zaufanie i został zwolniony
ze służby. Lekarz, który popełnił „błąd w sztuce” i uśmiercił pacjenta. Kara
więzienia i zakaz wykonywania zawodu na 8 lat. Każdy pacjent głęboko się
zastanowi nim odda swoje zdrowie w jego ręce. Kierowca, który spowodował
wypadek. Czasem wyrokiem sądu ma zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na
całe życie – brak społecznego zaufania. Takie przykłady można by mnożyć, a
świadczą one o tym, że tam gdzie w grę wchodzą żywotne interesy społeczne, tam
zaufanie jest na jednym z pierwszych miejsc w hierarchii społecznej oceny. Wiele
osób, które w swoim życiorysie mają „plamę” staje się tym samym osobami o
„ograniczonym zaufaniu społecznym”.
Weźmy chociażby nie tak dawny, głośny
przykład Pana Mariana Jurczyka, który został niegdyś oskarżony o kłamstwo
lustracyjne i wyrokiem sądy zostało ono potwierdzone. Utracił on wtedy mandat
senatora. I choć było to nieprawdą, co wyraźnie zaznaczył w wyroku
uniewinniającym Sąd Najwyższy, to brak zaufania społecznego okazał się dla niego
bardzo bolesny.
Niestety 70 lat przeciętnego życia ludzkiego to szmat czasu i rzadko komu
udaje się je przeżyć nie naruszając zaufania innych ludzi do siebie. Pojęcie
zaufania jak już wspominaliśmy funkcjonuje również w rodzinie. Można powiedzieć,
że zaufanie w rodzinie to fundament - jej „być albo nie być”. Jeśli nie ma
zaufania pomiędzy małżonkami, to nie ma ono szans przetrwania. Wzajemny
szacunek, miłość, zaufanie i dzieci, te cztery „nogi” dające solidne oparcie
rodzinie.
W biznesie również zaufanie do firmy odgrywa rolę decydującą o jej
istnieniu. Spójrzmy na siebie; idziemy do sklepu i jakie towary wybieramy? Otóż
wybieramy towary sprawdzonych producentów, do których mamy zaufanie. Na to
zaufanie klienta firma musi sobie jednak zasłużyć wieloletnią dobrą pracą,
jakością i nowoczesnością towarów czy świadczonych usług jak i dbałością o
klienta. Czasami my klienci, wolimy nawet więcej zapłacić za „markowy” towar,
ale mieć gwarancję, że nie kupimy „bubla”.
Zaufanie jest niezmiernie ważne
również pomiędzy kooperującymi firmami, w handlu, a szczególnie tak gdzie w grę
wchodzą pieniądze, czyli prawie wszędzie w biznesie. Do niedawna przysłowiowo
największym zaufaniem, jeśli chodzi o pieniądze, cieszyły się banki
szwajcarskie. Były one wprost synonimem solidności i zaufania. Niestety w
ostatnich latach zrobiły kilka posunięć, które mocno zachwiały tym zaufaniem.
Okazało się wtedy, że prawie z dnia na dzień odnotowały one odpływ kapitału na
rzecz innych banków, szczególnie w Luksemburgu i Belgii.
Rozpatrzmy teraz
zaufanie w polityce. O nim świadczą wyniki ankiet różnych Ośrodków Badania
Opinii Publicznej. Z tych ankiet jasno wynika, że nie mamy zbyt dużego zaufania
do polityków i władz kraju. Jest ono również bardzo koniunkturalne. Gdy w kraju
lepiej się dzieje to notowania zwyżkują, gdy gorzej to spadają. Jest jednak
niewielka grupa osób w naszym życiu politycznym, które mają stałą, mocną pozycję
w tych notowaniach. Czyli, że respondenci darzą je dużym zaufaniem. Nierzadko
osoby te już nie są aktywne w życiu politycznym, a jednak tak głęboko swoją
postawą wpisały się w pamięć Polaków, że po dziś dzień są pamiętane i darzone
zaufaniem. Mamy jeszcze dość duże zaufanie do takich instytucji jak; Sejm,
Senat, Rząd, choć ono również się waha i głównie zależne jest od tego jak
wpływają one na życie przeciętnego obywatela naszego kraju. Ufamy również sądom,
Policji, Służbie Zdrowia, armii, chociaż to zaufanie jakby ostatnimi czasami
słabło. Jest to skutkiem coraz częstszych wiadomości podawanych w mediach o
przypadkach korupcji odkrytych w tych instytucjach. Jak widzimy na zaufaniu
zbudowane jest całe nasze życie w społeczeństwie.
Zachwianie społecznego
zaufania powoduje, że jest coraz więcej ludzi, którzy nie ufają już nikomu. Jest
to spowodowane wielokrotną utrata zaufania wobec instytucji i innych ludzi.
Nierzadko również nie ufamy nawet samym sobie, bo życie np. nauczyło nas, że w
stresogennych warunkach możemy palnąć jakieś głupstwo. Chroniczny brak zaufania
wobec otoczenia jest cierpieniem, gdyż jesteśmy samotni i bezbronni wobec życia.
Czasem jedyną ostoją takiego człowieka jest głęboka wiara. Jak się okazuje
wysokie miejsce w rankingu instytucji, które darzymy największym zaufaniem
zawsze zajmował Kościół. Ale on również na przestrzeni ostatnich kilku lat
utracił kilka procent społecznego zaufania. Jeśli na przełomie lat 80. i 90.
ubiegłego wieku te notowania były najwyższe, to później zaczęły spadać.
Spowodowane to było zbyt dużym, w odczuciu społecznym, mieszaniu się kleru w
politykę.
W poziomie ufności do Kościoła do pewnego stopnia również
funkcjonuje koniunkturalizm. Jak się okazuje po każdej pielgrzymce śp. Papieża
Jana Pawła II do Ojczyzny te notowania zdumiewająco rosły. Papież był tą Osobą,
która cieszyły się niezmiennie największym zaufaniem Polaków. Pomimo tego, że
osoby duchowne darzymy zaufaniem, zdarza się, że niektórzy przedstawiciele kleru
to zaufanie również mogą utracić. Znany jest przecież powszechnie przypadek
Arcybiskupa Poetza, który utracił zaufanie hierarchów kościoła i musiał odejść.
Nie ma po prostu ludzi, którzy mieliby monopol na zaufanie społeczne. Każdy,
popełniając zły uczynek, może to zaufanie stracić.
Rozpoczęliśmy te rozważania od terminu „ograniczone zaufanie” i nim je
zakończyć. Funkcjonują w społeczeństwie grupy ludzi, którym nie ufamy, bądź
ufamy z pewnymi zastrzeżeniami. Do nich należą; ludzie uzależnieni, szczególnie
od narkotyków i alkoholu, skazańcy, przestępcy, notoryczni kłamcy no i
oczywiście ludzie cierpiący na schorzenia natury psychicznej itd. Najprostszym
przykładem na potwierdzenie tego stwierdzenia niech będą przytaczane już powyżej
pytania zadawane kandydatowi przed przyjęciem go do pracy; Czy był karany? Jakie
ma nałogi? Czy chorował na choroby psychiczne i nerwowe? I kilka innych w tym
stylu. Pozytywna odpowiedź na którekolwiek z tych pytań najczęściej nadaje
kandydatowi w oczach pracodawcy status „osoby o ograniczonym zaufaniu” i
najpewniej nie zostanie zatrudniony. Niestety tego typu „plama” w życiorysie nie
jest łatwa do przełknięcia przez społeczeństwo. Weźmy chociażby na przykład
wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Częstokroć właśnie zły uczynek
popełniony w przeszłości dyskredytował kandydata w oczach wyborców i obniżał
zaufanie wyborców do jego osoby, co kończyło się jego przegraną w wyborach. Były
to nieraz bardzo odległe zdarzenia i nawet nie z kategorii tych
najdrastyczniejszych, a jednak powodowały utratę zaufania społecznego.
Pamięć
ludzka jest bardzo długa a media, częstokroć w pogoni za sensacją, tę pamięć
odświeżają. Oprócz zaufania, nazwijmy go międzyludzkiego, to pojęcie funkcjonuje
również w odniesieniu do innych spraw np. często się słyszy w mediach o;
zaufaniu do waluty danego państwa, zaufaniu do akcji danej firmy, do gospodarki,
polityki itd. Częstokroć to zaufanie ma wartość wymierną. Weźmy na przykład
walutę. Zaufanie do niej przekłada się na wzrost jej notowań, a tym samym jej
większą siłę nabywczą. Na giełdzie, jeśli akcje danej spółki czy firmy budzą
zaufanie inwestorów to ich cena rośnie. Wzrost zaufania do banku skutkuje
większą liczbą klientów, a tym samym wzrostem jego kapitału inwestycyjnego, co
przekłada się na większe dochody. Przykłady można by mnożyć.
Na zakończenie
tych rozważań zajmijmy się rozpatrzeniem zaufania do osób cierpiących na
schorzenia psychiczne. W tym wypadku można by powiedzieć, nie odbiegając zbyt
daleko od prawdy, że zaufanie społeczne wobec tych osób jest bliskie zeru
bezwzględnemu. Chociaż nie wszystkie schorzenia psychiczne powodują zachwianie
zdolności umysłowych, to synonim „chory psychicznie” od razu szufladkuje takiego
człowieka do kategorii; „bardzo ograniczone zaufanie społeczne”. Na pewno z taką
„plamą” nikt nie powierzy, nawet całkowicie wyleczonej osobie, odpowiedzialnej
funkcji. Posłużmy się takim przykładem; kolega nasz miał samochód i prawo jazdy.
Zachorował psychicznie, ale po wyleczeniu powrócił do domu i nadal prowadził ten
samochód. Pomimo tego, że prowadził ostrożnie i nie stanowił najmniejszego
zagrożenia, informacja o tym fakcie została przekazana przez kogoś Policji i
zabrano mu prawo jazdy. Na wydanie nowego nie ma co liczyć, bo żaden lekarz nie
podpisze mu stosownej zgody. Jak sam stwierdził; teraz może sobie w samochodzie
hodować króliki. To tylko jeden przykład braku społecznego zaufania z całej
plejady innych, z którymi chory psychicznie spotyka się na co dzień w rodzinie,
na ulicy, w urzędzie, w trakcie kuracji szpitalnej. Gdziekolwiek wiadomo jest,
że choruje czy chorował na choroby psychiczne, tam może się liczyć z brakiem
zaufania. Jest to sytuacja podobna do sytuacji skazańca, któremu nawet po
kilkudziesięciu latach od odbycia kary i przykładnego życia, ludzie mogą jeszcze
w drastyczny i częstokroć bardzo bolesny dla niego sposób, okazać brak zaufania.
Niestety dla człowieka chorego psychicznie wiele dziedzin życia i wiele
zawodów jest niedostępnych. Jedyną droga gdzie te bariery są odrobinę niższe
jest sztuka. Tam oryginalność spojrzenia ludzi ze schorzeniami psychicznymi
często bywa w cenie, a i poprzeczka zaufania społecznego jest niższa. Tyle
tylko, że to droga dla nielicznej grupy osób utalentowanych. Pozostałe osoby ze
świata choroby psychicznej również mogą czasem znaleźć dla siebie zatrudnienie.
Tyle tylko, że jedynie tam gdzie nie wymagane jest zaufanie, a takich prac jest
niewiele. Nie jest oczywiście wykluczone, że ludzie chorzy psychicznie mogą
odnosić sukcesy w innych dziedzinach, ale to są wyjątki, które jedynie
potwierdzają smutną regułę.
Kończąc nasz wywód możemy stwierdzić, że rola
zaufania w naszym życiu jest ogromna, choć nie zawsze jesteśmy tego świadomi.
Reasumując; „budujemy społeczne zaufanie całym naszym życiem, utracić je możemy
w jednej chwili, w pełni nie odzyskujemy go później już nigdy”.
Hieronim Śliwiński