logo
Wróć na stronę główną

PROZA

Szkice Ewy
Baśnie Ewy
Opowiedz Anno cz. I Opowiedz Anno cz. II Opowiedz Anno cz. III Opowiedz Anno cz. IV Opowiedz Anno cz. V Pamiętnik pacjenta Wspomnienia

Baśnie Ewy

Bajka nad bajkami Moja baśń Ciepło Orlego Nosa Owszem
Jabłoń i jabłonki
O grzędnym mieszkaniu

Jabłoń i jabłonki

   Ma miętusy kryształowy żyrandol. Mą pociechą kafelkowy piec, który dotykam rękoma. Tuląc się do kamienia. Radujcie się w przerwanym ciele Zdanie ma być giętkie wrotkę odezwane kołki. Płot jest intymne pojęte domostwo. Tak sugeruje doktor któremu w uszy drzemie. Centymetr w zasięgu bycia salowym. Wkręcone złe nawyki nie można nabyć inteligencji wrodzonej. Karam Cię tylko za mojego Anioła Stróża. Strącony groch z dłoni jest pomniejszą kulką sprzedajną i ty w to wierzysz i tak powiesz dzieciom. A to tulizna. Pisać by przekształcić ku ludziom błądzi precyzja wypowiedzi. Kruszka zasiana nektaryna jako owoc, który się zgadza na tę nie inną glebę. Jabłoń i jabłonki. Krzykate spotkania są twarde i mocne i tak zbędne oni ten zespół nie wchodzi w rachubę. Pyszę młodzież. Bój się zejść z kleksa. Trudniej czytać nie godzą szpitale być czynnym w nocy. To jest do tego stopnia szalona lektura. Miałaś go za co obrażać. To jest kontrapunkt. Humanizm cierpliwy trzeba poświęcić oczy. Wy nie korzystacie z mowy. Wy przeciętni ludzie. Tak widziałam to samo Kiedyś majakiem wpadłam na myśl że to poznam jak klamra u zbyt grubej dziewczynki. Czytam z ciebie doraźnie w lot. Dyby wszak śmieszne dziecko ze żłóbka puszy się drewnem. Pyszczysz lwia paszczo robisz miny, wykręcasz się bo chcesz się oglądać. Przeźrocza wklęsła woda która płynie opływając tajemnicę co tam ujrzę ciemnia, łono. Nie inaczej świat w krysztale dnia wierydasz krużganek. Witraż zwieszony fiołek unikat jeżeli komu to pomoże. To jest wyjście na wierzch. Kipiate rozpuszczą gonione sztuczne ognie. Konne lejce i władza nad wozem z ludźmi. Wymagane jedno zdanie. Owoce rzemieślne festynowe. Błyszczyki ptaszek ma gwizdek. Ostrzegam wyniośle. Czy budzić obrazę jest niepoważne powiedziane w pysku zguby postradanej figury urody stancje. Jednego słowa kompromitacja. Jednego złego słowa. W świadomości siedziska. Klin szarego papieru nie wpadłam na pomysł że bure jest miłe nożyczkom. Pobabrał zdanie nieuk. Wyprowadziłam uprzednio. On by nie śmiał to jest Ty. Trzymałem na głowie ręce wiedząc że muszę odkopać bruliony papieru kancelaryjnego formuły. Szczezł. Dopisałam do kredensu Ewa. Ujejszcze uwidam. Chodziło tylko o te słowa nie zakłopotane a konieczne. Mama wykluczyła pomyłkę obiektywną. Cóż za wstyd. Masz się odzywać do końca życia dla ludzisk. Umiejętne bicie sandałów spętlone rzemyki. Bardzo dobrze bać się unikać koloni. Z bicza trzasł. To samo po tym biedne oblicze nie dojadły lirek i pyskula. Kręta mątna wieści szczeroto sierocka. Ubijanka ręczne poczynanie sobie z dziełem. Sztuka struktura glon chleba. Przyjacielstwo to ja kumie podwinięta fastryga przykrości nie do pasemek zdrożna pukle. Drużynowa w pasie klepisko dla zięby która klekota z cz w nosie. Mężczyźni kobiety. Jak tam pobywa wie każdy spiralny w locie nieboszczyk.
   Drzewa pęknięte to wymus potrzebnej drewiennej architektury nie zabitej na gwoździe.

EWA

Wykonał: Hieronim Śliwiński dn. 09-09-2005